Litwa potrzebuje jednego nowego podatku

168

Rządzący prześcigają się w wymyślaniu nowych podatków i danin. Mer Wilna, Remigijus Šimašius, swoje rządzenie rozpoczął od wprowadzenia daniny poduszkowej – po 2 euro od każdej doby hotelowej w mieście. Szczęśliwie już były minister środowiska, Kęstutis Navickas, chciał podatku od samochodów, a jeszcze różne inne mądrale chcą dodatkowych podatków od nieruchomości. Znając naszą praktykę, jak zwykle płacić będą ci, z których najłatwiej jest pieniądze ściągnąć – czyli najbiedniejsi. Banki i sieci marketów nie zapłacą.
Litwa potrzebuje właściwie jednego tylko nowego podatku. Podatku od propozycji wprowadzenia nowych podatków. Każdy postulujący jakiś nowy podatek czy daninę będzie musiał wnieść do budżetu jedno euro. Ale – jako iż panuje moda na podatki progresywne, to i tu należy zastosować pewną progresję. Stawka będzie wzrastała w postępie geometrycznym z mnożnikiem wynoszącym 10. Czyli – za pierwszą propozycję lub głos poparcia dla nowego podatku lub podwyżki już istniejącego, trzeba będzie zapłacić 1 euro. Za drugim razem – 10, za trzecim – 100, czwartym – 1 000. I tak dalej. Zarazem zobaczyłoby się, na ile wymyślaczom nowych podatków naprawdę zależy na ich wprowadzeniu, a na ile realizują tylko polityczne zamówienia.