Dziś się rodziła „Brygada Śmierci”

227

Rok 1944 przyniósł Polakom na Wileńszczyźnie kres okupacji niemieckiej, ale zarazem początek dłuższej i dla Polaków gorszej – okupacji rosyjskiej. Byli jednak tacy, którzy przewidywali tragedię, jaka miała nastąpić. Wśród nich – Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”. Miał konkretne powody.

31 stycznia żołnierze 5 Brygady Wileńskiej Armii Krajowej stoczyli z Niemcami pod Worzianami ciężki bój, z którego, mimo przewagi liczebnej wroga i trudnych warunków, wyszli zwycięską ręką. O tym, że w polskim oddziale jest wielu rannych, wiedziały stacjonujące nieopodal bandy sowieckie, które zwęszyły łatwy łup. Być może Rosjanie chcieli powtórzyć tzw. „mały Katyń”, jaki zgotowali niespełna rok wcześniej pierwszemu polskiemu oddziałowi partyzanckiemu na Wileńszczyźnie, dowodzonemu przez Antoniego Burzyńskiego „Kmicica” – który został wymordowany przez bandę Markowa, a groby polskich żołnierzy do dziś nie zostały odnalezione.

Jednak będących we wsi Radziusze żołnierzy „Łupaszki” nie udało się zaskoczyć – i sowieckie hordy poniosły klęskę. Pomny tego „Łupaszka” nie zaufał sowietom w lipcu 1944 r., podczas operacji „Ostra Brama”. Ocalił dzięki temu życie swoich żołnierzy. Jest to wniosek, którego należy być pomnym także dzisiaj, zwłaszcza, jeśli się odpowiada za coś więcej niż tylko własny byt.