Ach te szwedzkie banki!

235

Niegdyś Skandynawowie płynęli przez morze (lub szli po jego zamarzniętej powierzchni, kiedy robili Potop), żeby grabić mieszkańców innych krain. Ten przestępczy proceder, zwany grabieżą i bandytyzmem – o ileż przyzwoiciej wygląda z perspektywy czasu! Zwłaszcza dziś, gdy mamy do czynienia z nim za pośrednictwem skandynawskich banków, które łupią ludzi na drakońskich opłatach za wszystko a przedsiębiorstwa swoimi praktykami kredytowymi, o czym można było się przekonać podczas kryzysu.

Taki Wiking, co przypływał osobiście, podejmował przynajmniej ryzyko, że dostanie po mordzie – zaś banksterzy są zupełnie bezkarni. Bo nawet, jak Estończycy kazali Danske Bankowi zwijać manatki – to nieuczciwi menedżerowie odpowiedzialności nie poniosą, a w konsekwencji zapłacą klienci.

Oto szwedzkie media ogłosiły, iż Swedbank mógł być zamieszany w pranie pieniędzy na wielką skalę poprzez swoją estońską filię. Mówi się o kwocie niemal 4 miliardów euro. To prawie połowa rocznego budżetu Litwy. Dotyczy to tylko estońskiej filii Swedbanku – nie mówi się o łotewskiej i litewskiej. Gdyby się nawet okazało, że litewska filia też jest zamieszana w podobny proceder – jakoś wątpię, by wiązały się z tym jakiekolwiek dla niej konsekwencje, ponieważ instrumenty kontroli sektora bankowego na Litwie też są mentalnie podporządkowane Skandynawom. Tym większy to argument za wejściem polskiego banku na Litwę.