Wojna postu z karnawałem

W sztuce średniowiecznej, obfitującej w bardzo bogaty, dziś często już nierozumiany symbolizm, powtarza się wiele wątków. Najbardziej znane, jak memento mori („pamiętaj o śmierci”) czy Ecce Homo („Oto Człowiek”), pojawiają się obok mniej popularnych, jak taniec śmierci, dzień gniewu czy właśnie wojna postu z karnawałem. Jako że karnawał dobiega nam końca, warto się nad tą symboliką pochylić i przenieść ją do wydarzeń współczesnych.
Tak się jakoś złożyło, iż w tym roku ta granica karnawałowo-postna zbiegła się z wyborami samorządowymi. Kampania zaczęła się tuż po Bożym Narodzeniu, a kończy tuż przed Wielkim Postem. Wysyp wszelkiej maści debat, dyskusji, spotkań, prelekcji i innych atrakcji prawdziwie karnawałowy, jakbyśmy mieli polityczny Tłusty Czwartek przez dwa miesiące. Gorzej tylko, że po takim karnawale post trwa nie cztery dekady, a cztery lata — do kolejnych wyborów. W warunkach demokratycznej republiki to dość źle świadczy o kondycji społeczeństwa, które pozwala na dissengagement ze strony polityków w okresie międzywyborczym, co rzutuje na jakość polityki bieżącej. Warto zatem po wyborach iść za ciosem i zmuszać wybrańców do pracy równie intensywnej, co w czasie kampanii.