Erozja partyjnego systemu

225

Kto wygrał niedzielne wybory samorządowe na Litwie? Nie dziwi, że nawet po podliczeniu głosów trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Najważniejszym wynikiem jest to, że te wybory potwierdziły tezę, iż mieszkańcy naszego kraju coraz bardziej tracą zaufanie do partii politycznych. Prawie 27 proc. głosów na całej Litwie zgarnęły niepartyjne komitety wyborcze. I dopiero na drugim miejscu, z zaledwie 16 proc., są konserwatyści, podium z 13 proc. zamyka inna „stara” partia – socjaldemokraci. Rządzący Chłopi i Zieloni z 11 proc. są na czwartym miejscu. Z kolei w czterech największych miastach: Wilnie, Kownie, Kłajpedzie i Szawlach, górą są również bezpartyjni kandydaci.

Co ciekawe, część bezpartyjnych komitetów wyborczych, jak i kandydatów na merów, było jeszcze do niedawna jak najbardziej partyjna. Jednak na te wybory poszli już jako niezależni i bezpartyjni. Zrobili to przede wszystkim z jednego powodu – nie chcą więcej być kojarzeni z jakąkolwiek partią polityczną.

Dlaczego wyborcy na Litwie odwracają się od partii? Odpowiedź, że przyczyną są niekończące się skandale korupcyjne z uwikłanymi politykami z partii – tylko po części tłumaczy sytuację. Przykład Druskiennik, gdzie wybory zarówno na mera, jak i do rady miasta, z ogromną przewagą wygrał „niezależny”, ale oskarżony o łamanie prawa – Ričardas Malinauskas – podważają tę tezę. Wydaje się, że wyborcy są gotowi wybaczać bezpartyjnym nawet grzech korupcji.