Zabójczy zabobon

Palenie książek – jak zresztą publiczne i demonstracyjne palenie czegokolwiek – jest głupotą, podobnie, jak głupotą jest traktowanie książki jako świętości bez względu na jej treść. Natomiast palenie trawy – popularny sowiecki zabobon – jest nie tylko głupotą, ale też przestępstwem.
Wiosenne wypalanie traw wcale nie „odnawia ziemi”, jak głosi zabobon. Zwyczaj pojawił się wśród leniwych chłopów jako sposób na uniknięcie koszenia i czyszczenia łąk. Jak też wszystkie wynalazki hultajstwa, zakorzenił się na dobre, powodując ogromne szkody. Palenie łąk nie tylko bowiem nie „odnawia” przyrody, ale wyjaławia glebę, niszczy różnorodność przyrody, zabija gnieżdżące się w trawie ptaki i zwierzęta, a także pogarsza urodzaj, bo akurat chwasty łatwiej przeżywają pożary, niż rośliny pożyteczne. Co więcej, pożary łąk zagrażają nie tylko zwierzętom, ale i ludziom, gdyż wiatr potrafi zaprószyć ogień także na gospodarstwa i domy. Wypalanie łąk jest dlatego karane mandatem do kilkuset euro lub nawet więzieniem w przypadku większych strat.
Jeśli zobaczymy, że ktoś pali trawę – należy go kategorycznie powstrzymać i upomnieć, że łąki wypalają leniwe bydlaki bez pojęcia o przyrodzie. Niech się douczą.