Milczenie owiec w litewskich mediach

W horrorach, które wszak są wzorowane na życiu, chwile największego napięcia, zapowiadającego, że wydarzy się na ekranie coś strasznego, poprzedzają nie złowrogi akord orkiestry czy złowieszcze narastanie hałasu, ale właśnie cisza. Czasem wręcz okraszona sielankową muzyczką czy czymś przyjemnym, wręcz banalnym.

Mam nieodparte uczucie zbliżania się, lub nawet dziania się, czegoś bardzo niedobrego, kiedy zaglądam do litewskich mediów. Najważniejszymi tematami są jakieś właśnie banały – rozwód chirurga plastycznego, dekolt piosenkarki. Rosjanin, który się przebierał za Napoleona i zamordował swoją kochankę-studentkę, od trzech dni nie schodzi z czołówek. Gdzieś w tle zaledwie pojawiają się kwestie zwolnienia zarządu Poczty Litwy czy nowych podatków, jakby na nasze życie wpływ miały nieporównywalnie mniejszy, niż co myśli jakaś gwiazdka o modnej diecie. O rzeczach globalnych nic lub niemal nic, bo coś się tam pojawiło o kolosalnym wygłupie prezydenta Francji, ale w tonie usprawiedliwiającym go.
I w sumie to już nawet nie wiadomo, czy pracowników największych portali poważne rzeczy nie obchodzą, czy też ich nie rozumieją; czy po prostu polityka koncernów polega właśnie na mówieniu o głupotach, zamiast o życiu?