Co zyskaliśmy na konflikcie z prezydentem?

66

Tuż przed II turą wyborów prezydenckich lider AWPL-ZChR Waldemar Tomaszewski poparł kandydaturę Gitanasa Nausėdy. Niestety, późniejsze działania zniszczyły wszystkie zdobyte profity. „W wyborach prezydenckich również postawiłem na wartości chrześcijańskie i rodzinne, co jest naturalne, ponieważ reprezentuję Związek Chrześcijańskich Rodzin i nasi zwolennicy chcieliby właśnie takiego prezydenta.

I nieprzypadkowo powiedziałem »pan prezydent«, a nie »pani prezydent«” – mówił dziennikarzom kilka dni przed głosowaniem polityk. Z pewnością swoją wypowiedzią Tomaszewski zyskał sympatię, a być może nawet pewien dług wdzięczności u obecnego prezydenta. Zwłaszcza że najwięcej głosów Nausėda zyskał w rejonie solecznickim, który od dawna jest uważany za jeden z bastionów polskiej partii na Litwie. Nowy prezydent, wbrew licznym głosom sceptyków, bez zastrzeżeń zaaprobował kandydatów AWPL-ZChR na ministrów spraw wewnętrznych i komunikacji. W odróżnieniu od swojej poprzedniczki nie atakował też lidera ani działaczy ugrupowania polskiej mniejszości. Wydawało się, że nareszcie przedstawiciele litewskich Polaków będą mogli ułożyć poprawne relacje z ośrodkiem prezydenckim.

Tymczasem ostatnie wydarzenia pokazały, że plan się nie udał. Nie chcę teraz wnikać, czy minister Jarosław Narkiewicz jest winny wszystkich zarzucanych mu grzechów, czy faktycznie próbował zreformować podległy mu resort i naruszył czyjeś interesy. W pewnych sytuacjach warto poświęcić jednego ministra, zwłaszcza gdy ten traci zaufanie najważniejszej osoby w państwie. W ten sposób Tomaszewski pokazałby, że jest dojrzałym politykiem, który stawia interes państwa nad interesem partyjnym, oraz wytrąciłby argumenty z rąk swoich przeciwników. Jednak on wspólnie z partnerami z koalicji rządzącej wybrał konflikt z ośrodkiem prezydenckim. Nie wiem, kto w nim wygra. Być może lider AWPL-ZChR ponownie będzie próbował zmobilizować elektorat na zasadzie „biją naszych” i po raz kolejny weźmie na sztandary tzw. polskie postulaty, które jakiś czas temu stały się „problemem pięciorzędnym”. Moim zdaniem jest to krótkowzroczna strategia. Takim zachowaniem politycy polskiej partii nastawiają przeciw sobie społeczeństwo. Co oznacza, że realizacja kwestii związanych z oryginalną pisownią nazwisk, dwujęzycznymi napisami czy oświatą jeszcze bardziej przesuną się w czasie.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 4(10) 25-31/01/ 2020