Takich lokali być nie powinno

54

Wilno jest miastem zasadniczo bezpiecznym. Są jednak miejsca, w których nietrudno o kłopoty. I nie są to ciemne uliczki na przedmieściach, tylko lokale w centrum miasta. W jednym, szczęśliwie już zamkniętym barze przy ulicy Wigrowskiej (Vingrių), dochodziło do regularnych bijatyk, aż w końcu bezkarne łotry zamordowały tam człowieka.

Podobnie jest z klubem przy ulicy Niemieckiej (Vokiečių) – ten jednak wciąż niefortunnie działa.
Jak zwykle, w takich miejscach ochrona, o ile jest, niczego nie widzi. W nocy z piątku na sobotę doszło tam do pobicia i zgwałcenia osiemnastoletniej dziewczyny. „Zwykłe” pobicia czy kradzieże zdarzają się tam ponoć regularnie – ktoś może powiedzieć, że taki kontyngent się tam zbiera. Ale przecież to nie nielegalna melina, nie jakaś podziemna speluna w jakimś garażu czy opuszczonym kołchozie. To klub nocny przy reprezentacyjnej ulicy w stolicy! I skoro działa legalnie i otwarcie, wchodzący z ulicy człowiek ma prawo oczekiwać, że wewnątrz będzie bezpiecznie i ogólnie – cywilizowanie.

Czy nie jest obowiązkiem właścicieli i pracowników ochrony zapewnienie bezpieczeństwa normalnym ludziom, oddzielenie ich od bandyterki, a przede wszystkim – bandyterki niewpuszczanie? Jeśli jednak z obowiązku tego się nie wywiązują – celowo bądź przez zaniedbanie – to stają po stronie bandytów. I na mapie cywilizowanego miasta nie powinno być miejsca dla takich lokali. Zwłaszcza, że są to lokale dobrze znane, a ich ciemna reputacja nie wynika z przypadku…