Kto lepiej radzi sobie z zarazą?

35

Okres szerzenia się koronawirusa trwa już dostatecznie długo, by można było zacząć wyciągać pewne wnioski. Pojawiają się porównania, że oto Chiny i Rosja radzą sobie z opanowaniem epidemii skuteczniej, my zaś gorzej. Nic bardziej mylnego.

Właśnie w tym tygodniu nastąpił w Chinach największy ponowny skok liczby zachorowań – tuż po tym, jak internet zalały triumfalne filmiki o „Wuhanie żegnającym bohaterskich lekarzy”, wywożonych gdzieś autobusami (to, należy rozumieć, w mieście nie zostali żadni medycy?). Rosja, swoim zwyczajem, prawdziwych informacji o skali epidemii u siebie nie podaje, ale zamknięcie granicy z Białorusią też powinno dawać do myślenia. Widać przede wszystkim upadek tzw. solidarności międzynarodowej. Kiedy teoretycznie wszyscy powinni być zjednoczeni w zwalczaniu pandemii, to okazywało się, że kapitał ma jednak narodowość, a służby poszczególnych państw zajmowały się szerzeniem fałszywek w przestrzeni informacyjnej. Nawet w obliczu zarazy Rosja nie potrafi zachowywać się po ludzku – inaczej jątrzących publikacji o zbrodni katyńskiej, publikowanych w kremlowskich mediach, skomentować nie można.

W podobny nurt jednakże wpisywały się też liberalne media, żądające histerycznie, by Polska nie zamykała granic (co chwilę później uczyniły też inne kraje) dla tranzytu i zrezygnowała ze środków zaradczych w imię… właściwie czego? Wiadomo, że systemy oparte na marksizmie czy pokrewnych ideologiach, które wśród swoich fundamentalnych założeń mają nieuczciwość intelektualną, w takim czasie będą kłamać, ukrywać fakty i mataczyć – co w przypadku klęski, jaką jest epidemia, czyli wymagającej zaufania między obywatelami a państwem, nie może się skończyć dobrze, bo jedni będą oszukiwali drugich. I nie ma znaczenia, czy jest to ustrój jawnie totalitarny, czy nominalnie demokracja – nieważne, czy ludowa, czy liberalna. Wszystkie eksperymenty na obywatelach czy to w imię politycznych korzyści, czy „nabycia odporności grupowej” się nie udały. To było do przewidzenia, ale czemu cenę płacić mają rządzeni, a nie rządzący? Już teraz można stwierdzić, że najlepszy jest sposób obrany przez Polskę – przede wszystkim zapobieganie, a nie tylko reagowanie, a także uczciwość wobec obywateli: mówienie im, jak jest. Ten przykład najdobitniej też pokazuje, że jedynym sposobem na walczenie z fake newsami i kłamliwą propagandą jest prawda, mówiona głośno i bez owijania w bawełnę.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 16(45) 18-24/04/ 2020