Drobny litewski rolnik już składa bro(ń)ny

186

Wiosna, choć zimna, ale gorąca na polach litewskich. Po wymuszonej kwarantannie jadą do nas (nie, nie autokary turystów), ale traktory z Polski. Drobni, litewscy rolnicy wywiesili białe flagi. Nie dają rady, bo sami nie mają pieniędzy na uprawianie swojej ziemi-rodzicielki, a i pomocy nie doczekali się ze strony własnego rządu.

Ramūnas Karbauskis, szef rządzących chłopów w zielone pasiaki, włada, wraz rodziną i różnymi znajomymi (bo jest oficjalne ograniczenie 500 ha na jedną osobę fizyczną) podobno setkami tysiącami hektarów. No, kto bogatemu może zabronić, kiedy tak inwestuje w dobrobyt kraju…
Pośrodku Litwy grasują obcokrajowcy wywąchując co większe połacie, a na dole, na Suwalszczyźnie trwa cicha agonia drobnych rolników. Ziemi mają mało, a do tego niezbyt urodzajnej, więc wybierając pomiędzy jej zdziczeniem, a szansą utrzymania w należytym stanie, chętnie zgadzają się na wynajem ziemi swoich przodków polskim rolnikom. A ci chętnie (oficjalnie i „po obopólnej” umowie) sieją, koszą i wywożą pasze swemu bydełku, które pójdzie na wędlinki, a potem w bagażnikach zakupowych turystów pojedzie na Litwę – bo tanie i smaczne.

Ale i litewski chłop, ten co to po cichu ziemię wynajmuje, też jednak zarobi. Na unijnych dotacjach za zasiewy robione przez Polaków…