Bezczelna perfidia energetyków

Główna siedziba litewskich energetyków państwowej spółki Lietuvos energija jest pięknie położona nad Wilią, obok Zielonego Mostu. Dwa lata temu została wprost bosko zrekonstruowana – nawet ze szklaną ścianą na oknach, podświetlaną zmysłowymi neonami rodem ze świątecznej choinki, biją w oczy ogromne, białe słowa, jak pomniki, „Vienybė težydi!” (Niech kwitnie jedność!) – ostatnie słowa hymnu Litwy.
Sowieckie rzeźby braci ludowej z owego Zielonego Mostu zostały usunięte, a tu taki „pomnik” rodzaju „Niech żyje nam ten tam”…
A teraz uwaga – średnie wypłaty przedstawicieli Lietuvos energii (obecnie pod nową nazwą prawną – Ignitis grupė) od kilku miesięcy wzrosły 3-krotnie do zawrotnych 3 500 euro. Oczywiście, szefunio zarabia (bez jakichś tam dodatków i premii) najwięcej – 9 588, tylko ciut mniej od prezydenta (9 680). Premier, pod którego to władzą jest ten państwowy moloch, 5 766 euro.
A teraz radosna wieść dla przymusowo poddanych odbiorców ich łask! Otóż ogłoszono, że w związku z przychylną sytuacją na energetycznym rynku międzynarodowym, od lipca za elektryczność trzeba będzie płacić o ok. 8 proc. mniej, a za strugi niebieskiego płomyku aż o 23 proc.!
I to wstydliwie nie wspominając, że obecnie np. na giełdzie 1 kWh prądu kosztuje zaledwie 2 centy (dla odbiorcy ok. 13 proc). Prąd w 2019 r. zdrożał o 15 proc., a od stycznia br. jeszcze o kolejne 14,7 proc. Gaz o 20 proc… Dzię-ku-je-my!