Kiedy skończymy z haniebnym dziedzictwem Steponavičiusa?

139

Przestał istnieć skorumpowany Sojusz Liberałów, zaś jego nieobciążone zarzutami korupcyjnymi aktywy przeszły pod inny szyld i inne kierownictwo, chociaż z tym samym programem.

Były minister oświaty Gintaras Steponavičius ma postawione zarzuty łapówkarstwa. I chociaż polityczna kariera tego indywiduum wydaje się definitywnie skończona, to wciąż trwa haniebne dziedzictwo jego ministrowania – reforma oświatowa, której skutki łamią życiorysy kolejnych pokoleń uczniów. Protestowaliśmy przeciw niej w 2011 r., ale czemu nie żądamy stanowczo jej odwołania teraz? Litwa z roku na rok ma coraz gorsze wyniki w badaniach systemu oświaty PISA; pokazują one, że uczniowie coraz gorzej sobie radzą z rachowaniem czy czytaniem ze zrozumieniem.

Dobitnym przykładem wtórnego analfabetyzmu jest też przecież zaangażowanie publiczne młodzieży, pozwalającej się manipulować demagogom i populistom, nieradzącej sobie z definiowaniem faszyzmu i wierzącej w marksistowskie konstrukty, jak „systemowy rasizm”, maszerującej ulicami Wilna w proteście przeciw zjawiskom w USA, których nie rozumie. Można domniemywać, że w Wilnie nie doszło do palenia sklepów i kawiarenek tylko dlatego, że żadne z nich nie należą do próbujących wiązać koniec z końcem czarnoskórych, jak te niszczone przez „pokojowo protestujących” w Stanach.

Doszło jednak do pobicia – w szpitalu wylądował człowiek trzymający plakat krytyczny wobec Antify, uznanej przez Donalda Trumpa za organizację terrorystyczną. Tu historia w pigułce – tzw. brygady antyfaszystowskie powstały jako bojówki partii komunistycznej w Niemczech, zaś „faszystą” dla nich jest każdy, kogo chcą aktualnie pobić. Ot, takie natchnione ideologicznie dresiarstwo, alternatywnie ubrane „gopniki”, nawołujące do atakowania policji i niszczenia mienia w imię obalania „kapitalizmu” (czyt. tego, że rzeczy przez nich pożądane nie są za darmo, a pieniądze trzeba zarobić pracą). Antyoświatowe dziedzictwo Gintarasa Steponavičiusa musi zostać zlikwidowane jak najrychlej, gdyż nie tylko uderza ono (podwójnie!) w polskie dzieci na każdym szczeblu edukacji, ale kaleczy umysły wszystkich młodych obywateli, nie kształcąc ich, tylko formując na bezkrytyczną masę, gotową podpalić własne domy i rodziców, bo tak kazał telewizor czy internet. Nie wolno zwlekać, ta sprawa powinna łączyć wszystkie siły polityczne.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 24(68) 13-19/06/2020