Wileńskie „Miami beach” Šimašiusa

268

Serce Wilna – plac Łukiski. Najpierw tu był rynek, potem szubienice powstańców styczniowych, dalej – Lenin, lodowisko, a teraz… plaża.

Z jednej strony fala oburzenia, z drugiej – poparcia. Mer Wilna, Remigijus Šimašius, zaczął bawić się w prawybory jak dziecko w piaskownicy. Zrobił tu darmową (!) plażę rodem z amerykańskiego Miami beach. Pierwsze wrażenie – letni superkurort na 1 660 mkw. z 300 m sześc. piachu: są tu i leżaki, parasole, szatnia, boisko do siatkówki. Jest parawan z widokiem morze, a nawet jego szum! Ba, są i napisy stosowne „Open beach” (otwarta plaża). Co na to komisja języka litewskiego?!

Wczoraj sejm (w trybie pilnym!) debatował w tej skandalicznej, również moim zdaniem, hecy. I oto 78 posłów głosowało za tym (11 – przeciw, wstrzymało się – 4), by akcentem podstawowym łukiskiego, narodowego placu memorialnego, było uczczenie pamięci narodowej, czyli ma być herb Litwy – Pogoń (Vytis). Kto wygra tę batalię? Myślę, że… zwłoka, czyli zabawa mera z sejmem w kota i myszkę. Sztaby prawników po obydwu stronach będą robić przepychankę piaskownicy aż do jesieni, a tam już problemu nie będzie, bo i nie będzie chętnych do baraszkowania na „Simasiaus beach”.

A więc teraz wyliczanka w odwrotną stronę: będzie lodowisko, potem pomnik. Może Landsbergisa…?
Uj-ju-juj, chyba zagalopowałem się w swojej fantazji… Chyba jednak będzie inny rycerz na ogierze. Ale taką Pogoń Kowno już sobie zafundowało…