Wolne media w naszym interesie

Przed ponad tygodniem zakończył swoją działalność Index.hu – największy niezależny portal informacyjny na Węgrzech. Formalnie istnieje nadal, ale nie jest to już ten sam tytuł co wcześniej.

Ponad 80 dziennikarzy i pracowników serwisu złożyło wypowiedzenia po tym, gdy nowy właściciel zwolnił redaktora naczelnego i odmówił jego przywrócenia. Jako niezależne i krytyczne medium portal był solą w oku rządu Viktora Orbána. „Mieli permanentny zakaz wstępu do parlamentu, bo zadawali pytania pod prąd Fideszowi. Oczywiście wiele jest takich redakcji, które mają zakaz, ale Index był największy” – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską znawca tematyki węgierskiej dr Dominik Héjj. W końcu portal trafił w ręce właściciela związanego z partią rządzącą. Sytuacja mediów na Węgrzech jest coraz bardziej dramatyczna. W aktualizowanym co roku indeksie wolności prasy prowadzonym przez organizację Reporterzy bez Granic Węgry zajmują 89. miejsce – niżej w Unii Europejskiej jest tylko Bułgaria.

Jak wskazują autorzy raportu, krajobraz medialny kraju zdominowany jest przez Środkowoeuropejską Fundację Prasy i Mediów (faktycznie kontrolowaną przez rządzący Fidesz), a dziennikarze mediów niezależnych mają ogromne problemy z uzyskiwaniem informacji od instytucji rządowych. Kraje bałtyckie na tym tle prezentują się całkiem nieźle. Estonia, Łotwa i Litwa zajmują w kolejności 14., 22. i 28. miejsce w rankingu Reporterów bez Granic. Co nie oznacza, że tamtejsze media nie mają powodów do zmartwień. W Estonii dziennikarze są obiektem werbalnych ataków ze strony polityków skrajnie prawicowej partii EKRE (wchodzącej w skład koalicji rządowej), ingerencje właściciela w treść materiałów doprowadziły do zwolnień w gazecie „Postimees”. Do słownych ataków polityków na dziennikarzy dochodzi także na Litwie i Łotwie. Reporterzy bez Granic wskazują także na ograniczanie dziennikarzom dostępu do informacji przez urzędy. Litewscy politycy nie rezygnują z prób wzmocnienia kontroli nad telewizją publiczną LRT – oficjalnie argumentując to słusznym skądinąd postulatem uzdrowienia polityki finansowej stacji. O potrzebie istnienia niezależnych mediów wiedzieli już ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych, którzy w 1791 r. w I poprawce do Konstytucji USA zastrzegli, że Kongres nie może uchwalić ustaw ograniczających wolność słowa lub prasy. Współcześni politycy zdają się o tym zapominać. Warto, aby obywatele patrzyli im w tej sprawie na ręce. Istnienie wolnych mediów jest w naszym interesie.


Dominik Wilczewski


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 31(88) 01-07/08/2020