Trzeba sprzedać tę miłość

284

Tego nie wiemy i oczywiście nigdy już się nie dowiemy. Możemy jedynie przypuszczać, że niezwykła kolekcja arrasów Zygmunta Augusta została zamówiona dla miłości jego życia, pięknej Barbary Radziwiłłówny. Król potajemnie poślubił ją w Wilnie, ale przekonać do jej koronacji w Krakowie opozycję na czele z matką, królową Boną, było sprawą karkołomnie trudną.

Oboje na drodze do tego celu znieść musieli niejedną obelgę. Król być może chciał wynagrodzić te cierpienia swej wybrance tak niezwykle wytwornym darem. Być może chciał ją olśnić przepychem wawelskich wnętrz. Dlatego nie szczędząc grosza, słał od mniej więcej 1547 r. zamówienia do Brukseli. Barbara doczekała się koronacji w grudniu 1550 r., arrasów nigdy jednak nie ujrzała. Zmarła pięć miesięcy po założeniu korony, a pierwsze tapiserie przyjechały do Krakowa dopiero w roku 1553. Jak na ironię – by ozdobić zamkowe wnętrza z okazji uroczystości weselnych Augusta z trzecią żoną, Katarzyną Habsburżanką. Przykładów nieszczęśliwych romantycznych miłości, tak w życiu, jak i literaturze, wskazać można oczywiście wiele. Ale historii romansów na tak „wysokim szczeblu” jak Zygmunta i Barbary tak szybko już nie przytoczymy.

A ponad wszelką wątpliwość na pewno nie w dziejach Rzeczypospolitej. W jej historii był to związek absolutnie niezwykły i jedyny. I zupełnie bez znaczenia dla tego stwierdzenia pozostaje jego ocena, czy to przez współczesnych kochankom, czy dzisiaj żyjących. Dlatego od lat wciąż zadziwia mnie, jak ta romantyczna – dziś powiedzielibyśmy modniej: hollywoodzka – historia słabo jest wykorzystywana marketingowo w świecie, w którym już absolutnie wszystko zdaje się być na sprzedaż. Kiedy człowiek pojedzie do Wiednia, zewsząd uśmiecha się do niego księżniczka Sissi. Czasem nawet w towarzystwie Franciszka Józefa. W Dreźnie z opakowań czekoladek, pocztówek, medalików, talerzyków i wszelkiej innej maści gadżetów oko puszcza hrabina Cosel, faworyta Augusta Mocnego. Tymczasem w Krakowie czy w Wilnie próżno szukać na pamiątkarskich straganach pamiątek z Augustem i jego ukochaną. Wprawdzie w Wilnie w Dolnym Zamku widziałem ostatnio poduszeczki i pudełeczka z Barbarą, ale to przecież ledwie kropla z morza możliwości wykorzystania wizerunku romantycznych kochanków sprzed prawie 500 lat. Oni wręcz proszą się, by sprzedać tę ich miłość. Gdy już rynek turystyczny po pandemii zacznie działać w pełni, może to być najlepszy pomysł na nowe otwarcie.


Jarosław Tomczyk


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 31(88) 01-07/08/2020