Turcy czekają na sułtana

Dzień 24 lipca 2020 r. – kiedy Hagia Sophia została przekształcona z muzeum w meczet – zapisze się nie tylko w najnowszej historii Turcji, lecz także w dziejach islamu i Europy, choć dzisiejsze elity polityczne UE wydają się tego nie dostrzegać. Kraj rządzony twardą ręką przez Recepa Erdoğana zrywa z tradycją świeckiej republiki zapoczątkowaną przez Kemala Atatürka w 1923 r. i zwraca się w kierunku islamu politycznego, a więc państwa budowanego na fundamencie religijnym.

Prezydent coraz częściej nawiązuje do odrzuconej przez ekipę kemalistów idei sułtanatu i kalifatu, która dawała niegdyś imperium osmańskiemu prymat w świecie muzułmańskim. Obecny rząd w Ankarze dąży do zdobycia przywództwa w trzech przestrzeniach: turańskiej (obejmującej wszystkie ludy turkofońskie), nowoosmańskiej (skupiającej ziemie dawnego imperium sułtanów) oraz panislamskiej (jednoczącej wszystkich wyznawców Allaha na całym świecie). O międzynarodowych ambicjach Erdoğana świadczy m.in. jego rosnąca aktywność w zbrojnych konfliktach, np. w Syrii lub Libii. O ile z jednej strony wywołuje to niepokój Arabii Saudyjskiej czy Egiptu, które same pretendują do roli lidera w świecie islamu, o tyle z drugiej – przysparza Ankarze licznych zwolenników wśród muzułmanów w wielu krajach.

Girl in a jacket

Erdoğan zdobył sobie serca Palestyńczyków, gdy zaraz po podpisaniu dekretu przemianowującego Hagię Sophię na meczet jako pierwszego przyjął u siebie przywódcę Hamasu Chalida Maszala, któremu powiedział, że jest to „zapowiedź wyzwolenia meczetu Al-Aksa w okupowanej Jerozolimie”. Później oświadczył, że „odrodzenie Hagii Sophii jest pozdrowieniem płynącym z całego serca do wszystkich miast symbolizujących naszą cywilizację. Od Buchary po Andaluzję”. Elity europejskie nie potrafią zrozumieć znaczenia tego gestu, ponieważ same odeszły od myślenia w kategoriach wiary. Nie są więc w stanie pojąć, że kluczem do tureckiej polityki zagranicznej jest powrót do religijnej hegemonii, którą ucieleśniały niegdyś instytucje sułtanatu i kalifatu. Erdoğan to polityk, dla którego najważniejszy w życiu jest Allah, zaś jego celem pozostaje uczynienie z Turcji światowego centrum politycznego islamu. Dzięki temu może liczyć na poparcie milionów muzułmanów nie tylko w swojej ojczyźnie, lecz także na całym globie. W tym samym czasie Europa z pogardą odrzuca swoje chrześcijańskie dziedzictwo. Energia jest to tamtej stronie.


Grzegorz Górny


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 32(91) 08-14/08/2020