Czerwone światło, demonstranci – stop!

Na Zachodzie, przyzwyczajonym do swoich „tradycyjnych” protestów – z paleniem, niszczeniem i plądrowaniem wszystkiego, co się da – ludzie są w szoku! Takich reportaży z demonstracji, jakie ostatnio odbywają się w (na razie?) przyeuropejskiej Białorusi, nigdy nie widzieli.

Milcząco idąca chodnikiem fala demonstrantów dochodzi do skrzyżowania i… jak w filmie, zastyga! Czerwone światło zmienia się na zielone. Protestujący ruszają dalej w drogę. Machają kwiatami, w ten sposób „dziękując” dyktatorowi Łukaszence za 26 lat życia w utopijnie „szczęśliwym” państwie. Fala opada, ostatni protestujący przemaszerowują obok reporterów, którzy zaraz kierują swe „lufy” na chodnik. Ani pustej puszki, ani skrawka papierka! Białorusini, po prostu szanują pracę innych, jak też są gospodarzami swego kraju, domu, gdzie się po prostu nie śmieci.

A teraz widoczek z innego końca świata – Singapur. To miasto-państwo słynie z surowości prawa i bezwzględności egzekwujących je policjantów. Za zwykłe zapalenie papierosa w miejscu publicznym grozi kara 1 000 dolarów, za rzucenie papierka na chodnik – 300 dolarów. Aż strach pomyśleć, ile kosztowałaby huczna demonstracja we francuskim stylu.