Jądrowa „solidarność” Europy

7 sierpnia stało się to, czego obawiano się od kilku ostatnich lat. W elektrowni jądrowej pod Ostrowcem na Białorusi rozpoczęto pierwszy załadunek paliwa jądrowego. W reaktorze mają być umieszczone 163 kasety z materiałem rozszczepialnym.

Samą atomówkę zbudowano według rosyjskiego projektu AES-2006 (podobnego do czarnobylskiego). Obiekt buduje rosyjska, rządowa agencja Rosatom, co więcej – budowa jest finansowana przeważnie z kredytu, który Białorusi udzieliła Federacja Rosyjska. I wszystko to dzieje się zaledwie 50 km od Wilna. Na razie będzie działał jeden reaktor, ale w planach Białorusi i Rosji jest budowa jeszcze jednego, takiego samego. Co na to Litwa? Rzadko w jakiejś kwestii jesteśmy jednomyślni, ale tym razem zarówno politycy, praktycznie ze wszystkich liczących się opcji, jak i większość mieszkańców, są przeciwni białorusko-rosyjskiej inicjatywie jądrowej przy litewskiej granicy. Dowodem na antyatomowe nastroje na Litwie jest ogólnokrajowe referendum z 2012 r., w którym postanowiono, że nasz kraj rezygnuje z pomysłu budowy własnej elektrowni atomowej. Argument, by głosować na „nie”, był jeden – nie chcemy, aby w naszym kraju doszło do katastrofy podobnej do tej, do jakiej doszło w Czarnobylu.

Ale władcę Białorusi, Alaksandra Łukaszenkę, w ogóle nie obchodzi opinia mieszkańców sąsiedniego kraju, zresztą jak i opinia mieszkańców własnego. Łukaszenka pilnie potrzebuje taniej energii elektrycznej dla ratowania podupadającej białoruskiej gospodarki i własnego autorytarnego reżimu. Rosja z kolei jest zainteresowana wyhodowaniem atomowego konia trojańskiego w naszej części Europy, na którym zresztą zamierza też zarabiać. Postawę Litwy w sprawie białoruskiej atomówki najgoręcej popiera Polska. Ale to za mało, aby zablokować budowę elektrowni. W sporach wokół budowy atomówki w Ostrowcu powinien się pojawić jeszcze jeden zawodnik, i to zawodnik wagi ciężkiej – Unia Europejska. Litwa ma przynajmniej moralne prawo do wsparcia ze strony UE w atomowym sporze z Białorusią – przed wstąpieniem do Unii zamknęliśmy własną elektrownię atomową w Ignalinie, która produkowała tanią energię. Niestety, Unia Europejska, tak aktywna w kwestiach ekologii, na sprawę Ostrowca pozostaje obojętna. Jedynym więc gestem, na który stać teraz Litwę, jest rozdawanie mieszkańcom Wilna i Wileńszczyzny tabletek jodku potasu.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 33(94) 15-21/08/2020