Restauracja pierwszych razów. Felieton niesponsorowany

Kilka lat temu wydałam książkę „Wilno. Rodzinna historia smaków”, w której już na wstępie przyznaję się do tego, że jeść to ja lubię, ale Boże, strzeż mnie od gotowania. Dzięki temu wyznaniu mogłam się przekonać, że wstępów nie czyta prawie nikt.

Na spotkaniach autorskich wiele razy przedstawiano mnie jako miłośniczkę kuchni, znawczynię smaków i skarbnicę przepisów, a kiedyś nawet dziennikarz w radiu audycję na żywo zaczął słowami: „Moja babcia TEŻ pochodziła z Ukrainy i TEŻ kochała gotować!”. Regularnie jestem pytana, co można zjeść w Wilnie i gdzie warto jeść. Prawda jest taka, że jadam to, co mi Barbora (czyli firma dowożąca zakupy z supermarketu) zostawia pod drzwiami, unikam mięsa i ryb, a przez calutką kwarantannę żywiłam się mrożonkami. Sporo jeżdżę po Litwie i wiem, że w większości restauracji jest smutno, mięśnie i ziemniaczano. W Wilnie – jeśli muszę spotkać się z kimś na tzw. mieście – zawsze wybieram jedną knajpkę i wyłącznie ją mogę z ręką na portfelu polecić. To „Pirmas blynas” (Pierwszy blin) znajdujący się w budynku wileńskiego planetarium, niedaleko Zielonego Mostu. Miejsce jasne, przestrzenne, z gustowną muzyką, darmowym parkingiem tuż obok (jupi!), przewijakiem i kącikiem dla dzieci.

W jadłospisie są naleśniki, zupy i desery – no, wszystko jest pięknie podane i smakuje obłędnie. Otwarta jest w najdziwniejszych godzinach świata (np. we wtorek od 11 do 15, a w niedzielę zamknięta), ale i samo miejsce jest nietypowe. To jedyna na Litwie restauracja, w której pracują osoby z niepełnosprawnościami. Założył ją Tim van Wijk, który przyjechał tu z Niderlandów, gdzie był pracownikiem społecznym. Po przeprowadzce do Wilna z powodów językowych miał do wyboru pracę w infolinii lub… no, nie, w zasadzie rozważał wyłącznie pracę w infolinii. Spróbował, potem zrezygnował, po czym stworzył „Pirmas blynas”. Chętnych do pracy pyta nie o diagnozę, ale o to, co potrafią robić. Osoby niepełnosprawne są tu kelnerami i pomocnikami szefa kuchni. Jest to knajpka pierwszych razów. To pierwsza tego typu restauracja na Litwie, dla większości niepełnosprawnego personelu to pierwsza praca, a dla klientów – najprawdopodobniej pierwsze miejsce, gdzie będą obsługiwani albo choćby będą mieli styczność z osobami z zespołem Downa czy z autyzmem. Można tu urządzić imprezę firmową lub urodziny dziecka. Dlaczego serwują głównie bliny? Bo wszyscy na Litwie lubią bliny.


Ewa Wołkanowska-Kołodziej


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 35(100) 29/08-04/09/2020