Tęczowy folwark u bram

Międzynarodowa grupa intelektualistów i artystów napisała list otwarty do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w obronie niejakiej „Margot” z Warszawy. Kim jest owa persona, za którą ręczą m.in. reżyserka Agnieszka Holland i noblistka Olga Tokarczuk?

Otóż chodzi o lewackiego bojówkarza Michała Szutowicza, który raz podaje się za mężczyznę, a innym razem… za kobietę. Jest pierwszym szerzej znanym działaczem „transgenderowym” w Polsce, czyli mężczyzną uporczywie utrzymującym, iż jest kobietą. O ile transseksualiści, żeby zmienić płeć, poddają się operacjom chirurgicznym i kuracjom hormonalnym, o tyle „transgenderyści” twierdzą, że wystarczy do tego zwykła deklaracja woli, ponieważ o płci decyduje nie biologia, lecz „tożsamość”. Można więc mieć męskie geny, hormony i narządy, a uważać się za kobietę i państwo musi to uznać – tego właśnie domagają się wyznawcy ideologii gender i są kraje, w których rządy im ustępują. Wspomniany Michał Szutowicz został okrzyknięty wręcz męczennikiem, ponieważ zatrzymała go policja. Grono międzynarodowych autorytetów broni go teraz jako więźnia politycznego, nie bacząc, że lewackiego bojówkarza aresztowano za pospolity rozbój. W czerwcu br. ze swoimi kompanami zaatakował mianowicie w centrum Warszawy furgonetkę podwarszawskiej Fundacji „Pro-Prawo do Życia” z napisem „Stop pedofilii”.

Bandyci pobili kierowcę, przecięli w aucie opony, uszkodzili plandekę, urwali lusterko i tablicę rejestracyjną, uszkodzili kamerę cofania i pobrudzili wóz farbą. Z tego powodu (a nie za głoszenie swoich poglądów) chuligan trafił do aresztu. Warto dodać, że znajdował się on także w grupie aktywistów LGBTQ, która dokonała profanacji pomnika Chrystusa „Sursum corda” na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. W obronie Szutowicza stanęło nawet kilku znanych w Polsce księży katolickich o liberalnych poglądach, którzy oświadczyli: „Trzeba być z bitym”. W rzeczywistości stanęli oni po stronie bijącego. W czerwcu żaden z nich nie odezwał się ani słowem, gdy bezbronny kierowca Fundacji „Pro-Prawo do Życia” (promuje ona także wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji) został poturbowany przez kilku agresywnych osiłków. Okazuje się więc, że jednych można bezkarnie bić, a inni powinni pozostać bezkarni. To świat, który chcą nam stworzyć genderyści, świat wywrócony do góry nogami, gdzie mężczyznę nazywa się kobietą, a oprawcę ofiarą. To świat niczym z powieści Orwella „Folwark zwierzęcy”, gdzie są równi i równiejsi wobec prawa.


Grzegorz Górny


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 35(100) 29/08-04/09/2020