Ostatnia rozmowa

Są takie rozmowy, które pamiętać będzie się do końca życia. W maju zadzwoniłem do Józefy Hennelowej, by w imieniu „Kuriera Wileńskiego” złożyć jej, co tu ukrywać, spóźnione życzenia z okazji 95. urodzin.

Wiedziałem, że siły ją opuszczają, straciła wzrok i po prawdzie nie miałem zbyt wielkiej nadziei, że zgodzi się na rozmowę. Ale na słowo „Wilno” jakby wstąpiła w nią nowa energia. Poprosiła o telefon następnego dnia, musiała się przygotować. Odebrała, jak obiecała, i choć przyznała, że czuje się wyjątkowo źle, radość z życzeń, które napłynęły z Wilna, była większa niż wszelkie słabości. „Jestem niezwykle szczęśliwa z powodu tych życzeń i bardzo wdzięczna »Kurierowi« za pamięć” – powiedziała, a ja całym sobą czułem, że nie ma w tym krzty kurtuazji. Wiedziałem, że nie mogę jej zbyt długo męczyć pytaniami. Nie pytałem o wspomnienia, zapisano ich wystarczająco wiele, a jubilatka zaznaczyła zresztą, że nie chce rozmawiać o przeszłości. Pytałem zatem o przyszłość.

Ważyła każde słowo, żadnego nie rzucała pochopnie. „Trudno mi stawiać prognozy na przyszłe relacje polsko-litewskie i na to, w którą stronę pójdzie to w Wilnie. Ja te relacje znam doskonale, znam ich historyczny kontekst, świetnie pamiętam wzajemne odnoszenie się w czasach, gdy Wilno było w granicach Polski, gdy potem zostało stolicą Litwy, także w czasach hitlerowskiej i sowieckiej okupacji. Obserwowałam te relacje też bardzo uważnie po wojnie. Pierwszy raz pojechałam do Wilna jeszcze za bardzo głębokiego komunizmu. Po 1989 r. jeździłam bardzo często. W ramach parlamentarnych grup pracowałam nad budowaniem relacji i rozwiązywaniem bieżących problemów społeczności polskiej na Litwie. Społeczności, która, moim zdaniem, potrzebuje szerszej reprezentacji niż tylko Akcja Wyborcza Polaków, co często podnosiłam. Ostatni raz byłam w moim Wilnie w roku 2011. Czy mam dla Wilna optymistyczną prognozę? Chciałabym, ale nie wiem. Pandemia, która na nas spadła, może wszystko wywrócić do góry nogami, nie sposób dziś powiedzieć, w którą stronę to wszystko pójdzie”. 22 sierpnia w Krakowie Józefa Hennelowa, córka wileńskiego krawca, Józefa Golmonta z ulicy Zamkowej 8, zmarła. Jak się okazało, rozmowa ze mną była ostatnią publiczną wypowiedzią, jakiej ta wybitna publicystka i działaczka udzieliła. Chcę wierzyć, iż dałem jej moim telefonem poczucie, że ukochane Wilno, w którym spędziła pierwsze 25 lat swego długiego, duchowo bogatego życia o niej nie zapomniało. I nadzieję, że nigdy nie zapomni…


Jarosław Tomczyk


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 35(100) 29/08-04/09/2020