Hulajnoga – hulaj dusza, bo… policji nie ma?!

Młodzi bywalcy wileńskich nocnych barów wpadli na oryginalny pomysł, ich zdaniem, bezpiecznego powrotu do domu – po trzecim, czwartym drinku. Otóż nie korzystają już oni z samochodów, no bo wpadka przed policją drogową prawie gwarantowana, z uwagi na nocne jej czuwanie pod „wodopojami”.

No i mętny wzrok młodzieniaszków padł na elektryczne jednoślady, czyli wynajmowane przez telefon hulajnogi, do których prowadzenia nie potrzeba ani prawa jazdy, ani hełmu. I tak się zabawiali wesoło, aż stróże prawa przeszli z drogi na chodnik. Stop! Grzeczna, ładna panienka wydmuchuje 0,5 promila – jest! O jedną dziesiątą za dużo…
Stop! Zakochana para (!) na jednomiejscowej „bryce”. Oj, aż 1,5!

Girl in a jacket

Sypią się mandaty po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset euro. „Nie ma sprawy – zapłacimy!” – słychać z drugiej strony. Tyle, że młodzież zapomina o jednej sprawie. Jeżeli ma się prawo jazdy, choćby i w domu, no to będzie zabrane. Takie jest prawo, którego pewien znajomy kierowca bardzo starannie przestrzega. Nigdy po pijaku nie prowadzi roweru! To znaczy prowadzi, ale idąc pieszo i trzymając się kierownicy. Może więc lepiej iść pieszo z nocnego przybytku alkoholowej uciechy z kimś w parze, kurczowo trzymając się oburącz?