Rosyjski „hymn” na cześć Łukaszenki

Muzyka może łączyć, ale też dzielić. Desperackie próby poprawienia swego wizerunku, nieuznawanego przez Zachód, świeżo samo-zaprzysiężonego prezydenta Białorusi, Aleksandra Łukaszenki, dały, choć okazały, ale gorzko-kwaśny w swoim smaku owoc.

Tworem, maksymalnie genetycznie zmodyfikowanym przez rosyjskich twórców machinerii muzycznej, jest swoisty hymn na cześć dyktatora. Rosyjscy bardzo znani wykonawcy – Nikołaj Baskow, Filipp Kirkorow, Anita Coj wraz z innymi zespołami – wzięli udział w nagraniu piosenki „Ukochanej się nie oddaje”.

Tytuł tworu nie pozostawia żadnych wątpliwości, ku czyjej jest chwale, bo jest z cytatu z przedwyborczego orędzia Łukaszenki: „Za nami jest Białoruś: czysta i jasna, uczciwa i piękna, pracowita, nieco naiwna i trochę bezbronna. Ale ona jest nasza, ją kochamy. A ukochanej się nie oddaje”. Szybko jakoś zapomniano, że w tym samym orędziu krytykował on ostro Rosję za domniemanych najemników wysłanych na Białoruś.

Tymczasem alternatywny protest muzyczny – koncert Partizan Fest, z którego dochód będzie przeznaczony na pomoc rodzinom represjonowanych na Białorusi, po ogromnych problemach z lokalizacją, ma się odbyć jutro, 30 września, w niezależnej telewizji Dożd.