Potencjał białoruskiego ducha

Rosja od ponad dwóch wieków rości sobie pretensje do ziem Białorusi i dusz Białorusinów. W Moskwie nazywa się ich braćmi, wyzwolonymi przez ZSRS z jarzma „polskich białopanów” w 1939 r. Propaganda sowiecka w latach 20. była tak sugestywna, że wielu Białorusinów mieszkających w Polsce legalnie i nielegalnie przekraczało granicę polsko-sowiecką, by żyć w białoruskiej republice sowieckiej.

Rzeczywiście, w początkowym okresie istnienia bolszewickiego monstrum Sowieci chcieli usidlić białoruską inteligencję za pomocą popularyzacji białoruskiego języka i kultury. Wykładowym językiem na uczelniach w Mińsku był białoruski, rozwijał się białoruski teatr, powstawały książki pisane w tym języku. Nawet tak inteligentny człowiek jak Bronisław Taraszkiewicz (jeden z ojców ortografii języka białoruskiego, działacz białoruskiej Hromady w II RP oraz poseł do polskiego Sejmu z ramienia mniejszości białoruskiej) uległ wpływom komunistycznej propagandy, zapisał się do Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi (za co siedział w polskim więzieniu). W efekcie wyjechał do ZSRS, gdzie został w listopadzie 1938 r. rozstrzelany w okresie tzw. wielkich czystek. Bolszewikom język białoruski potrzebny nie był. Rozpoczęła się walka ze wszystkim, co białoruskie.

Kontynuował tę bolszewicką linię Aleksander Łukaszenka, rugując język białoruski ze szkół, wyższych uczelni, urzędów. Splugawił historyczne biało-czerwono-białe barwy i Pogoń, herb Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wydawało się, że naród białoruski śpi głębokim snem i nikt nie jest w stanie go obudzić. Pierwszą iskrę – jakże wyraźną i zdumiewającą – spostrzegłem, oglądając bezpośrednią transmisję pogrzebu bohaterów powstania styczniowego, Konstantego Kalinowskiego i Zygmunta Sierakowskiego, 22 listopada 2019 r. w Wilnie. Morze biało-czerwono-białych flag wzdłuż trasy konduktu pogrzebowego ujawniło potencjał białoruskiego ducha. Minął niecały rok. Satrapa po sfałszowanych wyborach ogłosił się prezydentem na kolejną kadencję. Putin złożył gratulacje. Pękła granica wytrzymałości w białoruskim narodzie. Pod narodowymi sztandarami ludzie masowo wyszli na ulice, robotnicy ogłosili strajki. Wystraszony „Baťka” użył milicji i OMON. Od kul i razów zginęli ludzie. Tysiące bitych, aresztowanych, poniżonych Białorusinów wypowiedziało dyktatorowi posłuszeństwo. Oby ci, którzy ogłosili się liderami opozycji, nie zdradzili tej rewolucji.


Piotr Hlebowicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 39(112) 26/09-02/10/2020