Za naszą i waszą wolność

9 października, przed 91 laty, na wileńskiej Rossie spoczął wybitny polski historyk i działacz polityczny Joachim Lelewel. Jego szczątki zostały sprowadzone do Wilna z Paryża, w którym zmarł w 1861 r.

Można wiele mówić o Lelewelu, o jego działalności naukowej, społecznej, politycznej, jednak tym razem chciałbym wspomnieć tylko o jednej kwestii związanej z tym wybitnym Polakiem. Właśnie Lelewelowi przypisuje się autorstwo hasła: „Za naszą i waszą wolność”. To hasło na naszych ziemiach podrywało do walki niejedno pokolenie Polaków, Litwinów, Białorusinów. I dzisiaj też jest aktualne. Od 9 sierpnia na Białorusi nie cichną protesty. Mieszkańcy sąsiedniego kraju walczą o wolność. Oczywiście, w pierwszej kolejności – o wolność Białorusi. Mają już dosyć 26 lat rządów Aleksandra Łukaszenki. Jednak walczą nie tylko o własną wolność. Łukaszenka, który przez te wszystkie lata sprytnie lawirował między Rosją a Zachodem, coraz bardziej pogrąża się w objęciach wschodniego sąsiada. Finałem tej polityki będzie wtopienie się Białorusi w Federację Rosyjską. A dla nas to będzie oznaczało, że Litwa znowu ze wschodu będzie graniczyła z Rosją. Rosją, która przy każdej lepszej okazji okupuje sąsiednie kraje, bezczelnie twierdząc, że tym samym niesie im wolność. Białoruskiemu watażce nie uda się dłużej zwodzić Putina. Prawie wszystkie ostatnie wypowiedzi Łukaszenki mijają się z rzeczywistością albo wprowadzają w osłupienie nie tylko mieszkańców Białorusi, lecz także sąsiednie państwa. Przed miesiącem groził Litwie, że Białoruś przestanie korzystać z usług litewskich kolei i portu w Kłajpedzie. „Zobaczymy, jak będą żyć” – grzmiał „Baćka”. Żyjemy. Co więcej, wbrew jego rozporządzeniu w minionym miesiącu Białoruś jeszcze intensywniej zaczęła korzystać z litewskiego portu. Jeszcze dziwniejsze było jego oświadczenie, kiedy zaproponował Putinowi zbudowanie rurociągu z Białorusi do portów w Petersburgu, żeby ukarać Litwę, Łotwę i Polskę. Powiedział, że nawet ma na to pieniądze… zaoszczędzone na budowie elektrowni atomowej w Ostrowcu. Jeśli to prawda, że Białoruś zaoszczędziła miliardy na budowie atomówki oddalonej 50 km od Wilna, to mamy gwarantowaną tragedię na skalę nie mniejszą niżeli czarnobylska. Miejmy jednak nadzieje, że i tym razem Łukaszenka po prostu bredził. Co jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, że Białoruś powinna pozbyć się „Baćki” i wybrać drogę wolności.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 41(118) 09-15/10/2020