Białoruskie rozczarowanie

Tak jak się tego spodziewałem, na Białorusi zmarnowano szansę odsunięcia Łukaszenki od władzy. Społeczeństwo białoruskie zachowało się wspaniale, już dawno nie widziałem tak spontanicznych i odpowiedzialnych protestów. Ruszyła akcja upubliczniania w internecie personaliów najbardziej aktywnych OMON-owców i esbeków, którzy bestialsko katowali protestujących obywateli.

Młodzi białoruscy informatycy wykonali w tym kierunku imponującą wprost pracę. Chwała im za to. Gorzej było w zakładach pracy, strajki zostały spacyfikowane przez reżim groźbami lub podwyżkami i premiami. Do niektórych strategicznych zakładów przyjechali na zamianę niezawodni sojusznicy z Rosji, by zapewnić płynny rytm produkcji. Co prawda akcja protestów całkowicie jeszcze nie zagasła, lecz Łukaszenka powoli i systematycznie „robi porządki”. W tajemnicy przed narodem zaprzysiągł się na kolejną kadencję prezydenta Białorusi po sfałszowanych wyborach (jaka przysięga, taki urząd; został „tajnym prezydentem”). Jako uniżony wasal pojechał do Soczi spotkać się ze swoim protektorem Władimirem Władimirowiczem. Zapewne „kredyt”, który od Putina otrzymał, nie został mu podarowany na piękne oczy. Być może omówiono sprawę ostatecznej „integracji” Białorusi z Rosją w niedalekiej przyszłości. Pieniążków nie daje się za nic. Niestety, w tej całej sytuacji zawiedli liderzy białoruskiej opozycji – lub pseudoopozycji, co byłoby określeniem bardziej adekwatnym. Swiatłana Cichanouska uciekła na Litwę, choć jej obecność na miejscu miałaby większe znaczenie niż bezproduktywne plątanie się po europejskich salonach. Reszta liderek to zupełne nieporozumienie – zwłaszcza żona kandydata na prezydenta Białorusi, Walerego Cepkały. Walery uciekł do… Moskwy, a Weranika Cepkała stwierdziła, że tylko Władimir Władimirowicz Putin może coś zaradzić w sprawie Łukaszenki, gdyż jest niezwykle mądry i inteligentny. A Władimir Władimirowicz właśnie wszystko rozstrzygnął, dając swemu wasalowi kasę i błogosławieństwo. A jak się ma kasę – ma się też posłuszną kamarylę, armię, służbę bezpieczeństwa i milicję. Europa udaje, że grozi Łukaszence palcem, i ostrzega Putina przed konsekwencjami ewentualnej akcji militarnej w Białorusi. A po co Putin ma wchodzić do Białorusi? On już tam od dawna jest ze swoimi bazami wojskowymi, rakietami i ma swojego wasala w Mińsku. A gazociąg Nord Stream 2 dalej się buduje, jakby nic się nie stało…


Piotr Hlebowicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 41(118) 09-15/10/2020