Przerywajmy ciszę

Raz po raz w swoich tekstach dla „Kuriera Wileńskiego” wracam do tematu Białorusi. Uważni czytelnicy tego działu dostrzegą, że wschodni sąsiad i Polski, i Litwy pojawia się tutaj dosyć często. Może nawet nie zawsze wprost, czasem tylko wzmiankowany. Uważam jednak, że ważne, by o tym, co dzieje się w Mińsku, Grodnie, Witebsku, Brześciu czy innych miastach, nieustannie przypominać.

Jeszcze nie tak dawno, w sierpniu, niemal wszyscy emocjonowaliśmy się wydarzeniami na Białorusi, poruszeni zdjęciami z tłumienia demonstracji, świadectwami ofiar tortur w aresztach i więzieniach, ale także niesłabnącą energią Białorusinów, co niedzielę zbierających się na olbrzymich manifestacjach przeciwko samowładzy Aleksandra Łukaszenki. W ostatnich tygodniach coś jednak zaczęło się zmieniać. Bieżące wydarzenia w naszych krajach, wzrastająca liczba zachorowań na koronawirusa, wybory parlamentarne na Litwie, codzienna polityka – to wszystko zaczęło spychać Białoruś w cień. Także na arenie międzynarodowej nie brakowało innych dramatycznych i emocjonujących wydarzeń: nabierająca rumieńców kampania wyborcza w Stanach Zjednoczonych, starcia zbrojne w Karabachu, prawne przepychanki wokół brexitu. Tymczasem na Białorusi sytuacja nie ulega poprawie, represje zataczają coraz szersze kręgi, dotykają ludzi z różnych grup zawodowych i społecznych.

Girl in a jacket

Obecne protesty różnią się od poprzednich nie tylko skalą zaangażowania społecznego i długim trwaniem, ale także tym, że kiedyś represje dotykały głównie ludzi trwale zaangażowanych w działalność polityczną, dziś zaś mogą dotknąć praktycznie każdego, kto w jakiś sposób opowiedział się przeciwko rządom Łukaszenki. Prześladowań i nękania ze strony władz doświadczają w różny sposób: aktorzy, sportowcy, dziennikarze, duchowni, artyści, literaci, naukowcy. Listę można by ciągnąć. Ruch społeczny, który zrodził się (a może nadal się rodzi) wokół protestów, stoi przed pytaniem: co dalej? Jakimi metodami prowadzić dalszą działalność? Nie odpowiemy na te pytania za Białorusinów, ale naszą powinnością jest nadal ich wspierać oraz pamiętać o ich dramacie i o ich wolnościowych aspiracjach. A co więcej, przypominać o nich Europie i światu, tym bardziej teraz, gdy w gąszczu innych międzynarodowych wydarzeń zdaje się on tracić Białoruś z oczu. Musimy przerywać tę ciszę. Jak pisał Ryszard Kapuściński, cisza jest bowiem „potrzebna tyranom i okupantom, którzy dbają, aby ich dziełu towarzyszyło milczenie”.


Dominik Wilczewski


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 42(121) 16-22/10/2020