O wrogim przejmowaniu idei

Lewica jest niezrównanym mistrzem we „wrogim przejmowaniu” projektów i idei, które powstały w środowiskach chrześcijańskich i konserwatywnych. Oto kilka przykładów. Pomysł zjednoczonej Europy po II wojnie światowej narodził się w kręgach polityków katolickich.

Nieprzypadkowo za ojców założycieli UE uważa się Roberta Schumana, Alcidego De Gasperiego i Konrada Adenauera – osoby nie tylko głęboko wierzące, lecz także uważające, że tylko chrześcijaństwo może być fundamentem budowania jedności naszego kontynentu. Największymi przeciwnikami integracji europejskiej byli wówczas socjaliści i komuniści, np. francuski premier Pierre Mendès France, który uważał ją za intrygę Piusa XII, czy przywódca niemieckiej SPD Kurt Schumacher, który mówił, że to „projekt katolicki i klerykalny”. Z czasem to jednak przedstawiciele lewicy narzucili swoją agendę instytucjom unijnym i uczynili je narzędziem realizacji swoich interesów i ideologii. Inny przykład to Amnesty International, założona przez Petera Benensona, który w 1958 r. nawrócił się na katolicyzm, a trzy lata później stworzył swoją organizację.

Jej celem było przede wszystkim ratowanie ludzkiego życia, zaś oczkiem w głowie Benensona była pomoc dzieciom. Po jego śmierci w 2005 r. instytucja przeszła radykalną ewolucję, całkowicie sprzeniewierzając się ideałom swojego założyciela. Obecnie pełni funkcję jednego w głównych środowisk lobbystycznych na usługach przemysłu aborcyjnego. Zamiast ratować życie, wywiera nacisk na wiele krajów, by wprowadzały prawa ułatwiające zabijanie dzieci nienarodzonych. Kolejny przykład to ruchy promujące ochronę środowiska naturalnego. Mało kto wie, że nowoczesna świadomość ekologiczna narodziła się pod koniec XIX stulecia w środowiskach konserwatywnych, krytycznych wobec manchesterskiego modelu kapitalizmu. Była reakcją na gwałtowne uprzemysłowienie nieliczące się z degradacją przyrody. Dla ówczesnej lewicy nie stanowiło to żadnego problemu, ponieważ forsowna industrializacja oznaczała wzrost liczby proletariatu. Nie było nic bliższego sercu socjalisty niż pejzaż pełen dymiących kominów. Po II wojnie światowej francuska intelektualistka Simone de Beauvoir pisała nawet, że prawica od lewicy różni się tym, że ta pierwsza wierzy w powrót do natury, a druga – w produkcję i przemysł. Po 1968 r. nastąpiło jednak „wrogie przejęcie” ekologii przez lewicę. Być może czas zacząć odzyskiwać utracony teren.


Grzegorz Górny

Girl in a jacket

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 44(127) 31/10-06/11/2020