Czas próby demokracji

Demokracja jako system wyłaniania sprawujących władzę w państwie przeżywa niewątpliwie nieciekawe czasy. Najnowsze tego przykłady mogliśmy obserwować w Polsce, na Litwie i teraz w USA.

Ustrój demokratyczny polega na wyłanianiu w wyborach przedstawicieli władzy, którzy ją sprawują przez określony czas, a z wyników są rozliczani podczas kolejnych wyborów. Brzmi ładnie, ale do sprawnego funkcjonowania takiego systemu potrzeba spełnienia kilku warunków. Między innymi przejrzystości oraz umowy społecznej, polegającej na zgodzeniu się przez wszystkich uczestników systemu demokratycznego na przestrzeganie jednakowych zasad. W przypadku Litwy mieliśmy do czynienia ze złamaniem tych reguł – m.in. przez udział w kampanii wyborczej Andriusa Tapinasa.

Zaangażował on w kampanię wyborczą środki, które nie zostały w sposób przejrzysty rozliczone, tymczasem wszystkich uczestników kampanii obowiązują restrykcyjne zasady. W Stanach Zjednoczonych sprawy przybrały obrót jeszcze mniej przyjazny demokracji. Jako de facto uczestnicy kampanii wyborczej zaangażowały się w nią korporacje kontrolujące przepływ informacji w internecie – i robiły to nie tylko poprzez bezpośrednie popieranie poszczególnych kandydatów i rozwiązań (równolegle z wyborami prezydenckimi w USA odbyła się też seria referendów i uzupełniające wybory parlamentarne), lecz także przez podejmowanie aktywnych działań na rzecz kształtowania debaty publicznej oraz cenzurę.

Nam, mieszkańcom terenów, które w związku z niemiecką i rosyjską okupacją doznały także wszelkich form cenzury, ograniczania dostępu do informacji i psucia wyborów, nie trzeba tłumaczyć, że bez przejrzystości, bez swobodnego dostępu do informacji nie można mówić o w pełni wolnych wyborach demokratycznych. Brak przejrzystości, psucie internetu przez wielkie koncerny, uzurpujące sobie prawo do zarządzania przestrzeniami społecznościowymi, wynikające z nich pogłębianie się podziałów społecznych – to wszystko skutkuje spadkiem zaufania ludzi do demokracji jako systemu zdolnego sprawnie wyłaniać najlepszą władzę z możliwych. I właściciele portali społecznościowych, mędrkowie z kompleksem Cezara mogą siebie uważać za wyrocznie i panów dusz – ale przecież nigdy żadna dyktatura niczym dobrym długotrwale nie zaowocowała. I tego powinniśmy być świadomi.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 46(133) 14-20/11/2020

Girl in a jacket