Przedwczesne świętowanie drogo kosztuje

Zawsze dość krytycznie odnosiłem się do przesadnej, bezmyślnej komercjalizacji Bożego Narodzenia – tego uruchamiania reklam świątecznych na początku listopada (zaraz po zakończeniu „helloweenu”, jakbyśmy nie mieli własnych tradycji), kosztownych świąt, zapalania choinek w miastach i swetrów z reniferami. W tym roku cała ta komercja może nas drogo kosztować – i to nie tylko finansowo.

Masowy udział mieszkańców w zapalaniu choinek spowodował kolejny skok zachorowań, a ten – kolejne ograniczenia. Mieszkańcy dostaną więc po kieszeni i poprzez zmniejszenie zakresu świątecznych promocji, ale także na skutek zakazu gromadzenia się powyżej dwóch osób w miejscach publicznych. Drogo kosztują te zdjęcia przy choinkach, oj, drogo…

Jak zwykle bowiem, ponosimy w ten sposób koszty braku odpowiedzialności – własnej lub cudzej. Maseczki pod brodą, głupkowate żarciki, że „mnie nie weźmie”, unikanie mycia i dezynfekowania rąk – mają konsekwencje nie tylko dla tych osób, które tak postępują, ale także dla ich otoczenia, zarówno najbliższego, jak i pośrednio – całego społeczeństwa. Bo każdy skok zachorowań uderza we wszystkich – zarówno poprzez ograniczenia wprowadzane przez rząd dla opanowania epidemii, jak też poprzez utracone dochody, przestoje w pracy. I także przez utratę zdrowia i życia – bo z taką właśnie kwestią mamy do czynienia.