Dokarmić… własne sumienie

Aż dziw ogarnia, że nasi spece od reklamy jeszcze nie wpadli na pomysł rzucenia takiej przynęty konsumpcyjnej! W sklepach pełno paczek, paczuszek ze zwykłymi cukierkami owiniętymi w świąteczne konfetti, z dodaną głową renifera czy cudaka z czerwoną czapą. Ale zabrakło prezentów dla… ptaków. Ptaków, którym ludzie jednak nadal chcą zrobić coś naturalnie przyjemnego, np. kupić „komplet żywnościowy”. I tu, jak się okazuje, ziarno czy słoninka do karmnika nadal są „deficytem”.

Bo jedzenie ma być niesolone! A takich produktów – jak się okazało, po wypadzie do sklepów IKI, Maximy, sklepu zoologicznego czy u handlarza mięsiwem w mojej miejscowości – jest bardzo mały wybór albo – wprost nie ma!

I jak tu uspokoić swoje, raptem obudzone przed świętami sumienie, i dokarmić najbardziej bezbronne, a potrzebujące istoty? Na szczęście, znalazłem ukraińskie pestki „prażone, ale niesolone” i kupiłem kawał „żywego boczku”, którego niesoloną częścią podzieliłem się z latającym „żebractwem”, które to trzeba regularnie dokarmiać, bo… stracą wiarę w swego dobrodzieja i po prostu odlecą szukać lepszego…