Przepraszam, ale tym razem nie odpowiem

Jestem wielką fanką Facebooka. Traktuję go jako narzędzie pracy, ale też doskonałe pole do prowadzenia obserwacji socjologicznych. Mój profil jest publiczny, czyli za każdym razem mam świadomość, że cokolwiek tam piszę, jest to dostępne dla każdego.

W związku z tym do grona swoich znajomych przyjmuję wszystkich chętnych – i tak nie zobaczą niczego więcej. Odpisuję też na wszystkie wiadomości. No, może oprócz zaczepek amantów (a i to dopiero po tym, jak napiszę: „Mam męża i dzieci, więc gadać nie chcę”, a oni: „Nie szkodzi. Też mam żonę i dzieci”). Wiem jednak, że jak co roku w okresie świątecznym dostanę dziesiątki wiadomości, na które nie dość, że nie odpiszę, to w dodatku ich nie przeczytam. Wszyscy z Państwa, którzy mają Facebooka, wiedzą, co mam na myśli – kolorowe, zazwyczaj ruchome obrazki: tańczące choinki, renifery całe w brokacie, ośnieżone szczyty gór, serca wystrzeliwujące ze stajenki, życzenia w stylu: „Niech się życie z górki toczy, niech Ci wiatr nie wieje w oczy”, koty i psy przebrane za Mikołajów (co na to obrońcy praw zwierząt?), stosy prezentów, obrazki salonów z pięknym kominkiem i porządkiem, jakiego ja nie mam nigdy. Czasami jakiś jeden obrazek okazuje się szczególnie popularny i dostaję go np. 35 razy.

I nie mam nic przeciwko tym elektronicznym kartkom, bo przecież tęsknię za tym, żeby dostać pocztówkę z życzeniami, jak się dostawało w młodości. Też nie były zbyt wymyślne. Ale brakuje mi tego, co było na kartkach – życzeń napisanych własnoręcznie, choćby najprostszych: „Wesołych Świąt życzy Franek z rodziną”. Proponuję więc, by w tym roku na Facebooku (bo nie łudzę się, że dostanę jakąkolwiek pocztówkę) zamiast bezmyślnie wysyłać gotowe obrazki, przesłać np. zdjęcie swojego salonu (naprawdę wolę zobaczyć prawdziwy pokoik z Justiniszek niż wymyślony salonik z amerykańskiej reklamy Coca-Coli), zdjęcie swoich choinek, swoich stołów, swoich własnych prezentów (uwielbiam pytać ludzi, co dostali na święta!).

A jak już ktoś ma tak bardzo mało świąteczny dom jak ja, to niech wysyła te śmieszne koty w czapkach Świętego Mikołaja, ale doda parę słów o sobie i od siebie. Może w ten sposób poznamy się, może to zaowocuje koleżeństwem, może kiedyś (jak pandemia już minie) na herbatę pójdziemy? Właśnie, ta wspólna herbata – to są moje życzenia dla Państwa.


Ewa Wołkanowska-Kołodziej


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 51(148) 19/12/2020-01/01/2021