Drogi: kochaj albo rzuć

Dyrekcja Ścieżek Rowerowych. Kierują nią ludzie, którzy gardzą rowerzystami, a za swój życiowy cel uważają zwalczanie kolarstwa.

Instytucja, która generuje pomysły na uprzykrzanie życia korzystającym z nadzorowanej przez nią infrastruktury – a to obłożenie rowerów coraz to nowymi podatkami, a to ograniczenie prędkości jazdy, gdzie tylko się da, a to pobieranie opłat wszędzie i za wszystko. I mająca milion sposobów na to, żeby nie budować nowych ścieżek tam, gdzie są najbardziej potrzebne – a jak już gdzieś musi w końcu coś zbudować, to obowiązkowo robiąc wałki przy przetargach, trwoniąc kasę i koniecznie przeciągając wszystkie możliwe czynności. Brzmi groteskowo, paskudnie, nielogicznie? Nieżyciowo? To akurat niekoniecznie.

Opisana powyżej w przejaskrawiony i skrajny sposób instytucja istnieje – z jedną różnicą: zarządza drogami samochodowymi. Do jej osiągnięć należą żwirowe drogi w rejonach, nowe pomysły na podatki od samochodów (m.in. nowy, od ilości przejechanych kilometrów) i powstające lasy fotoradarów.

Nowych fotoradarów błyskawicznych ma powstać 112, odcinkowych pomiarów prędkości – ponad 100, chociaż wcześniejszy szef dyrekcji się zarzekał, że ma być tylko 8. Jeśli wierzyć propagandzie tej instytucji, mieszkańcy Litwy nic innego nie robią, tylko przez cały czas chcą jeździć bez celu samochodami z nadmierną prędkością. Szkoda, że Jarosław Narkiewicz tylko zwolnił dyrektora, a nie zlikwidował całej instytucji – bo na skutek jej działań, zaniedbań i obsesji cierpią nie samochody, tylko ludzie.


Reklama