Po co nam historia?

Od dzieciństwa lubiłem historię. Historia była praktycznie jedynym przedmiotem, z którego miałem oceny celujące. Na studiach prawniczych pisanie pracy magisterskiej również wybrałem z dziedziny historii państwa i prawa. Abstrahując jednak od mojej miłości do przedmiotu – nigdy nie mogłem zrozumieć, jaki sens mają lekcje historii w szkole. Nie rozumiałem, czemu miało służyć zakuwanie dat, liczb i nazwisk.

Dziś to w ogóle straciło sens, ponieważ datę jakiegokolwiek zdarzenia historycznego można sprawdzić za pomocą kilku kliknięć w smartfonie. Podejrzewam, że średnio ogarnięty absolwent polskiej szkoły będzie mógł powiedzieć, że 1410 był rokiem zwycięskiej bitwy pod Grunwaldem. Wątpię jednak, czy znajdzie się wielu byłych uczniów, którzy będą w stanie powiedzieć, że przyczyną wielkiej wojny z zakonem była Żmudź. Nie mówiąc już o skutkach tego konfliktu. Smucą trochę wypowiedzi historyka oraz przewodniczącego sejmowej Komisji Walk o Niepodległość i Pamięci Historycznej Valdasa Rakutisa, który niewątpliwie będzie miał wpływ na program szkolny, że historia ma uczyć przede wszystkim patriotyzmu oraz wychowania obywatelskiego. Moim zdaniem to kompletne nieporozumienie i absolutne nienaukowe podejście do przedmiotu. Jeśli faktycznie chcemy wychowywać uczniów w duchu obywatelskim, to róbmy to na lekcjach wychowania obywatelskiego lub patriotycznego, a nie na lekcjach historii.

Zwłaszcza takie podejście będzie miało skutek odmienny od zamierzonego w kraju wielonarodowym, jakim jest Litwa. Wątpię, czy wychowanek polskiej szkoły zaakceptuje sformułowanie, iż Wilno było „okupowane” przez gen. Żeligowskiego. Albo czy uczniowie szkół rosyjskich zaaprobują fakt, że Moskwa tylko ciemiężyła, katowała i okupowała Litwę. Taki stosunek do historii jeszcze bardziej pogłębi podziały, niż je zmniejszy. Zresztą jedyny słuszny kierunek myślenia i jedyna słuszna interpretacja historyczna są niemożliwe. Bo historia jest pochodną działań wielu osób i różnych, bardzo często przypadkowych okoliczności. Moim zdaniem nauka historii, również na poziomie szkolnym, ma polegać przede wszystkim na pracy ze źródłami (czyli odsiewaniem faktów od treści propagandowych) i rozumieniu procesów historycznych. Ta umiejętność przydatna będzie także w życiu codziennym. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy jesteśmy uczestnikami wojen informacyjnych, zalewanymi fake newsami ze wszystkich stron.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 3(7) 18-24/01/2021

Reklama