Były monopolista dostaw prądu drwi ze swych klientów

Na dzień 1 lutego br. dotychczasowy monopolista dostaw prądu ESO (obecnie część klientów mogła wybrać innego dostawcę „od słupa do gniazdka”), po dotkliwej fali śnieżycy, nadal nie był w stanie zapewnić swych podstawowych usług 80 gospodarstwom domowym w kraju.

Zwalając wszystkie swoje biedy związane z naprawianiem linii przesyłowych na przysłowiowy „force majeure”, czyli siłę wyższą, zasłaniali się dodatkowo… wymuszonym zaniedbaniem – że wiele odcinków linii napowietrznych potrzebuje zamiany na podziemne, że na remont takowych 80 tys. km linii potrzeba 2,5 mld euro inwestycji! A tegoroczne – jak napisano w komunikacie „opady śniegu, które łamały drzewa i urywały linie przesyłowe, były rekordowymi od 40-60 lat”. O!

No, dostępu do takich kronik to nawet synoptycy nie mieli…

Tymczasem w sieciach społecznościowych ogromną falę oburzenia wywołała wypowiedź kierowniczki działu obsługi klientów ESO, która na Facebook’u zamieściła wpis, żeby „płaczący i jęczący” klienci sami odśnieżyli miejsca dojazdu do awarii.

Dyrektor generalny ESO później w radiu gęsto się tłumaczył za swoją podwładną, która następnie (strach przed utratą pracy?) oficjalnie przeprosiła „płaczących i jęczących” użytkowników energii elektrycznej za swoją wypowiedź, bo była „zmęczona sytuacją”.