Rządzenie z fusów

Nad Wilię zawitała już moda na wysypywanie fusów z kawy na chodniki zamiast soli. Brzmi sympatycznie, nie niszczy obuwia i nie kaleczy łapek zwierzątek, a do tego pachnie kawą – czegóż chcieć więcej? Otóż, jest czego – żeby administracja miasta szukała rzeczywistych rozwiązań, a nie robiła sobie akcje PR, z których może wyniknąć więcej szkody niż pożytku.

„Jakiej szkody?” – ktoś zapyta – „przecież pieski, przecież kawą pachnie, przecież fusy bezpłatne!”.

Tak, teraz bezpłatne. Ale jak przyjdzie do likwidowania skutków, zapłacimy wszyscy. A skutki są takie, że od dużej ilości fusów, tak samo jak od dużej ilości soli, zmienia się odczyn chemiczny gleby, co wpływa na żyjące w niej faunę i florę. Każdy wie, że od nadmiaru nawozu rośliny też cierpią, prawda? Inną sprawą jest drożność kanalizacji – a wiadomo przecież też, że fusy od kawy czy herbaty potrafią być bardzo skuteczne w zapychaniu wszelkich wodociągów. Jak się nam latem nie podobają pozalewane po deszczach ulice, bo niedrożne kanały ściekowe nie wyrabiają z odprowadzaniem wody – tak za sprawą fusów będzie to jeszcze częstszy widok.

Do zrównoważonego i przede wszystkim – rzeczywiście działającego rozwiązania – brakuje jednego elementu. Czyszczenia chodników i jezdni i natychmiastowego wywożenia śniegu z miasta. Wymaga to wysiłku, bo zarządzanie taką machiną to prawdziwe wyzwanie na miarę europejskiej stolicy, ale tylko wówczas chodniki i jezdnie mogą być prawdziwie zdatne do poruszania się, nawet po fusach.