Nawalny – osobisty opozycjonista Putina

Ostatnio cały świat obiegła informacja o powrocie Aleksieja Nawalnego z Niemiec – gdzie leczył się po próbie wyeliminowania go przez FSB – do Rosji. Jak należało się spodziewać, po wylądowaniu w Moskwie został zatrzymany na lotnisku i umieszczony w areszcie.

Według wielu specjalistów, dziennikarzy i politologów na całym świecie Nawalny jest obecnie poważnym konkurentem dla Władimira Putina w najbliższych wyborach prezydenckich. Wyrażenia „opozycjonista”, „partia opozycyjna Nawalnego” odmieniane są przez wszystkie przypadki. Politycy Zachodu wzywają do sankcji wobec Rosji za jego aresztowanie. Chodzą słuchy o nominowaniu Nawalnego do Pokojowej Nagrody Nobla. Nasuwa się jednak zasadnicze pytanie: czy Aleksiej Nawalny jest opozycjonistą w ścisłym znaczeniu tego słowa? Pamiętamy w historii przypadek Lwa Dawidowicza Trockiego (Bronsztejna). Uważał się za opozycjonistę – lecz tylko w stosunku do Stalina i stalinistów. Samego systemu ani komunistycznego terroru, których był współtwórcą, nie kwestionował.

Stalin uważał Trockiego za osobistego wroga i odstępcę od linii partii do tego stopnia, iż w roku 1940 rękami komunisty Ramóna Mercadera zlikwidował go w Meksyku. Moim skromnym zdaniem także Nawalnego można zaliczyć do grona podobnych opozycjonistów – stoi w opozycji względem osoby Putina i jego kremlowskich paladynów, natomiast nie krytykuje imperialnej polityki Rosji względem państw sąsiednich.

Nie potępia aneksji i okupacji Krymu (choć tzw. referendum z 2014 r. uważa za źle przeprowadzone i proponuje jego powtórzenie), na Naddniestrze spogląda jak na rosyjską enklawę, a oderwane od Gruzji Abchazja i rejon Cchinwali to według Nawalnego dziejowa sprawiedliwość (w 2008 r. wzywał do pełnej blokady Gruzji). Jednym słowem, jest typowym rosyjskim nacjonalistą – podobnie jak jego antagonista, Putin. Łudzi swoich zwolenników, że po upadku Putina i wyborze na prezydenta jego – Nawalnego – jak za pomocą czarodziejskiej różdżki znikną korupcja oraz nałożone na Rosję zachodnie sankcje. Trudno sobie jednak wyobrazić, by potencjalny przyszły prezydent Rosji zwrócił zagrabione sąsiednie terytoria i zrekompensował ich mieszkańcom wszelkie wyrządzone krzywdy – dziesiątki tysięcy zabitych, rannych, torturowanych i poniewieranych w rosyjskich aresztach i więzieniach, zagrabione mienie. To jest Rosja, tutaj cuda się nie zdarzają. Wielowiekowej niewolniczej mentalności zmienić nie sposób.


Piotr Hlebowicz

Reklama

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 6(16) 06-12/02/2021