Politycy i ich odpowiedzialność

Gdy były prezydent Francji Nicolas Sarkozy został skazany wyrokiem sądu na karę pozbawienia wolności, wśród obywateli zawrzało, chociaż media głównego nurtu nie pochyliły się za bardzo nad tym tematem. Niesłusznie. Niebezpieczny sojusz pióra z tronem, czyli pracowników mediów z politykami, mści się już teraz na postrzeganiu środków przekazu i ich wiarygodności. Ale to przemyślenie na inną okazję.

Pociąganie polityków do odpowiedzialności karnej jest rzeczą skomplikowaną. Z jednej strony, dynamiczny świat wymaga nierzadko obchodzenia nieelastycznych procedur właśnie w imię racji stanu. Z drugiej – udowodnienie popełnienia przestępstwa kryminalnego w świecie polityki, gdzie dużo rzeczy załatwia się na słowo, nie jest rzeczą łatwą, a nawet przypadki korupcji tak bezczelnie oczywistej, jak w u byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera, są trudne do osiągnięcia sprawiedliwości przez sąd. Teoretycznie, wobec polityków stosowana powinna być odpowiedzialność polityczna – ale co, jeśli ona też nie działa?

System wyborczy mamy skonstruowany w taki sposób, że wyborca nie może powiedzieć: „Tej osoby nie chcę więcej widzieć”. Skompromitowani osobnicy mają sposoby na utrzymywanie się w czynnej polityce dzięki listom wyborczym, a nawet, jeśli nie zostaną wybrani, to mogą zostać unijnymi urzędnikami, asystentami posłów czy szefami zarządzających rządowymi środkami funduszy. I co wówczas z takimi robić?