Popyt na żywe „przytulanki”…

U nas – od wieku wieków – „przydomowe” zwierzaki były w wielkim poszanowaniu. Bo to taki pies pogoni wilka, a kot wytropi myszy.

Czasy się zmieniają… I choć ten sam pies, który dotychczas żył w ulubionej budzie ze słomą, czy kot na swoim sianie w stodole, musiały zmienić (za sprawą swoich miejskich gospodarzy) zwyczaje i stać się osobnikami „udomowionymi”, to jednak coraz bardziej je kochamy.

Dlaczego? Bo jak wynika z najnowszych badań brytyjskich, nawet ten kanarek czy rybka, w czasach totalnej psychicznie beznadziejności, wywołanej kolejnymi falami pandemii, mogą czynić… cuda!

Ponad 3 miliony gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii, zakupiło lub adoptowało zwierzę w czasie pandemii. Notabene, większość „eksportu” stanowią litewskie, niby rasowe (ale względnie drogie), stworzenia. Sobie, znajomym, ale i dla sąsiada z kasą.

Tymczasem tym, którzy chcieliby sprawić sobie żywą „przytulankę”, warto by było wybrać się do miejscowych schronisk. Tam też są miłe, choć przez kogoś kiedyś niechciane, stworzonka…