Polityczna etyka rzecznikarstwa

Sytuacje, w których byli politycy kontakty wyniesione z polityki i znajomości przenoszą do biznesu, mogą budzić wiele pytań. Choćby o to, czy nie podejmowali oni będąc politykami decyzji, które w późniejszej działalności popolitycznej mogą im przynosić korzyści.

Pytań nie ma, kiedy po zakończeniu kariery politycznej, przechodzą na stanowiska do firm, których interesów bronili będąc politykami — jak ma to miejsce w przypadku jednego byłego kanclerza Niemiec czy byłej minister spraw zagranicznych Austrii (tej samej, która na swoim weselu tańczyła z prezydentem Rosji).

Nie inaczej jest w przypadku rzeczników prasowych polityków. Rolą każdego rzecznika w trudnych sytuacjach jest robienie dobrej twarzy do złej gry. Więc kiedy były rzecznik rządu po — to trzeba powiedzieć: w brzydkim stylu — odejściu ze stanowiska zaczyna wylewać żale, jak to zmuszano go wypełniania wspomnianej roli na swoim stanowisku, budzi to nie tyle konsternację, co zażenowanie. Odsłanianie brudnych kulis rządowych korytarzy zawsze się dobrze sprzedaje, ale czy uczciwe jest handlowanie tym towarem, kiedy wcześniej się brało wcale niemałe pieniądze za tychże kątów ukazywanie od dobrej wyłącznie strony? To tak, jakby lekarz wyszedł na bokserski ring, pobił na nim rywala, zgarnął honorarium, po czym — po zejściu, brałby pieniądze za leczenie przez siebie pobitego człowieka.

Na stanowisku rzecznika sprawność i wykształcenie można wykazać dokumentalnie, sumienie i uczciwość zaś są trudniej wymierne — a nie mniej ważne.