Dlaczego piszemy o Białorusi

Co niektórzy zarzucają „Kurierowi Wileńskiemu”, zresztą tak jak wielu innym mediom na Litwie, że zbyt dużo piszemy o Białorusi. Ostatnio często słyszę: „Co nas obchodzi ta Białoruś. Niech oni tam robią, co chcą”. Tak, piszemy dużo.

I niestety wygląda na to, że dużo o Białorusi pisać będziemy jeszcze długo. Władze tego kraju, a właściwie władca, robią wszystko, żeby sytuacja za naszą wschodnią granicą wywoływała u sąsiadów duży niepokój i zatroskanie. Białoruś dla Litwy i Polski jest jednym z najbliższych krajów. Najbliższych nie tylko geograficznie. Wiąże nas wspólna historia, przynależność przez setki lat do jednego państwa. A wielu mieszkańców Litwy i Polski, w tym również wyżej podpisanego, z Białorusią łączą więzi rodzinne. W tym sąsiednim kraju mieszkają nasi krewni, przyjaciele. Dlatego dowiadujemy się o Białorusi nie tylko z doniesień medialnych, lecz także bezpośrednio od zwykłych mieszkańców. Nie możemy więc pozostać obojętni.

O represjach reżimu Łukaszenki przeciwko ludziom, którzy chcą mieszkać w wolnym i demokratycznym kraju, napisano wiele, niemniej chciałbym opowiedzieć jeszcze jedną historię ilustrującą to, w jak nienormalnym kierunku zmierzają sprawy na Białorusi. Mój kolega ze studiów na uniwersytecie w Grodnie Alaksej Szałanda został wyrzucony z pracy nie za to, że chodził na akcje protestacyjne czy wdawał się w bójki z milicją. Wyrzucono go za… sumienne wykonywanie swojej pracy. Doc. dr Alaksej Szałanda jest na Białorusi czołowym specjalistą w dziedzinie heraldyki i sfragistyki (nauki zajmującej się badaniem pieczęci), był do niedawna kierownikiem działu genealogii, heraldyki, i numizmatyki Instytutu Historii na Białoruskiej Akademii Nauk. Jest autorem wielu książek o tej tematyce. Jesienią minionego roku jako biegły przedstawił w sądzie swoją ekspertyzę o tym, że biało-czerwono-biała flaga jest symbolem narodowym Białorusi. Flaga ta dwukrotnie, w latach 1918–1921 i 1991–1995 była tam oficjalnym symbolem państwowości. Napisał dla sądu jak zwykle zresztą, solidną naukową pracę. Co się stało potem? Dział, którym kierował, został zlikwidowany, a z kierownikiem nie przedłużono kontraktu. Dlaczego? Bo „wybitny” białoruski historyk Aleksander Łukaszenka uznaje tę flagę za faszystowską. Wie oczywiście lepiej niżeli naukowiec zajmujący się heraldyką przez całe swoje zawodowe życie. Niestety podobnych historii dzisiaj na Białorusi jest dużo, bardzo dużo i dlatego musimy o tym mówić.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 14(39) 03-04/04/2021