Pozorni buntownicy i prawdziwi śmiałkowie

Młodzi ludzie, którzy zarówno w Polsce, jak i na świecie biorą dziś udział w demonstracjach na rzecz aborcji czy LGBT, lubią przedstawiać się jako osoby buntownicze, odważne, niezależne, nonkonformistyczne, jednym zdaniem – prawdziwi śmiałkowie rzucający wyzwanie systemowi.

Co ciekawe, stoją oni dokładnie po tej samej stronie, co najbogatsi ludzie świata i największe globalne koncerny koncentrujące w swych rękach olbrzymią władzę i pieniądze. To przecież fundacje Gatesów, Buffetta, Rockefellera, Sorosa, Forda czy innych multimiliarderów finansują światowe kampanie proaborcyjne i genderowe. To wielkie korporacje, których budżety przekraczają budżety większości państw na kuli ziemskiej, angażują się w promocję tych samych akcji. W te same działania zaangażowani są właściciele najpotężniejszych gigantów internetowych, kreujących światowe mody i trendy, takich jak Amazon, Apple, Google, Facebook czy Twitter. Młodzi ludzie mają oczywiście prawo stawać po tej samej stronie co owi krezusi. Nikt im tego nie zabrania. Niech jednak nie wmawiają innym, że stanięcie w jednym szeregu z najbogatszymi i najbardziej wpływowymi ludźmi na świecie to wyraz odwagi czy nonkonformizmu. Niech nie mówią, że buntują się w ten sposób przeciw systemowi. Oni ten system wspierają, budują i uszczelniają.
Przecież właśnie po to możni tego świata tak wiele pieniędzy przeznaczają na różne fundacje i organizacje pozarządowe, akcje i kampanie społeczne, aby młodzi ludzie na ulicach krzyczeli to, co powinni krzyczeć. Oczywiście, mają oni prawo demonstrować, ale powinni mieć też świadomość, że nie jest to wyrazem żadnej odwagi czy niezależności, lecz wręcz przeciwnie: konformizmu i dostosowania się do żądań wielkiego kapitału. Niektórzy z tych młodych „buntowników” mówią, że występują przeciw władzy Kościoła. Wystarczy jednak rozejrzeć się wokół, by przekonać się, że Kościół nie tylko nie rządzi w żadnym kraju świata, ale jego wpływ stale maleje i w większości państw Zachodu nie odgrywa żadnej znaczącej roli (nie mówiąc już o tych zakątkach globu, gdzie jest krwawo prześladowany). Występowanie przeciw niemu jest jak bicie słabszego – nie wymaga żadnej odwagi. Prawdziwej śmiałości wymaga dziś częściej publicznie przyznanie się do wiary. Wtedy można liczyć się z atakami, wyśmiewaniem, poniżaniem, obrażaniem. By temu sprostać, potrzeba jednak charakteru, a nie każdy go ma.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 13(36) 27/03/-02-04/2021