Raczej dobrze niż źle

Mamy za sobą kolejną pandemiczną Wielkanoc. Kilka tygodni wcześniej „obchodziliśmy” rocznicę wprowadzenia pierwszego lockdownu. Pamiętam, jak podczas pierwszej fali koronawirusa z niepokojem śledziliśmy dane o kolejnych liczbach zachorowań. Kilkanaście, kilkadziesiąt, kilkaset.

Teraz liczby nie robią takiego wrażenia. W społeczeństwie rośnie apatia i niepokój, co przekłada się na coraz większą konsumpcję antydepresantów i leków uspokajających. Rząd chyba nie panuje nad sytuacją. Do poprzedniego tygodnia zaszczepiono na Litwie tylko 39 proc. osób powyżej 80. roku życia. W Irlandii szczepienia tej grupy sięgają 90 proc. Gniew społeczny i rozpacz są więc zrozumiałe. W takich momentach warto jednak spojrzeć na problem z innej perspektywy. Z różnych obliczeń wynika, że hiszpanka w latach 1918–1920, do której często jest porównywany covid-19, zabrała od 25 do 100 mln istot ludzkich. Koronawirus pochłonął na razie niecałe 3 mln. Oczywiście, każda śmierć to tragedia. Przyznajmy jednak, że skala jest nieporównywalna. I to nie jest przypadek.

To jest dowód na to, że opieka medyczna oraz stopa życiowa są po prostu na o wiele wyższym poziomie niż przed stu laty. I nie dotyczy to tylko Zachodu. Warto sięgnąć po książkę „Factfulness” Hansa Roslinga, który na podstawie faktów dowodzi, że mimo wojen i kataklizmów ludzkości z każdym rokiem żyje się coraz lepiej. Przykładowo średnia długość życia w latach 60. XX w. była na poziomie 50 lat. Teraz wynosi 72. Zgony dzieci przed piątym rokiem życia obecnie stanowią 4 proc., przed kilkudziesięcioma laty stanowiły kilkanaście. W roku 1970 osoby niedożywione stanowiły 28 proc. populacji ludzkiej. Teraz jest to poziom 10–11 proc. Poza tym prawie 90 proc. dzieci jest objętych niezbędnymi szczepionkami, czyli prawie cała ludzkość ma dostęp do podstawowej opieki medycznej. Podobnie jest z edukacją. O ile w roku 1970 tylko 65 proc. dziewcząt chodziło do szkoły podstawowej, to teraz uczęszcza 90 proc. Zwiększyła się nawet liczba gitar! Z 200 gitar na milion mieszkańców w latach 60. do 11 tys. teraz. To pokazuje, że coraz częściej wolny czas możemy poświęcić pasjom, a nie szukaniu dodatkowego zarobku. Nie oznacza to jednak braku problemów, bo miliony osób potrzebują naszego wsparcia. Nie musi to jednak zasłaniać nam rzeczywistego obrazu świata. Życzę zatem wszystkim Czytelnikom, abyśmy następną Wielkanoc spędzili bez lockdownu.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 15(42) 10-16/04/2021