Dokument czasów

Przed 15 laty Bartosz Połoński, który dziś jest bardziej znany jako specjalista od sztucznej inteligencji oraz artysta sztuk audiowizualnych, napisał powieść „Robczik”.

Książka została napisana w wileńskim slangu młodzieżowym, czyli ze sporą ilością rusycyzmów i wulgaryzmów. Opowiadała o życiu polskich maturzystów w Wilnie z początku XXI w. Pierwszy raz zetknąłem się z „Robczikiem” chyba w roku 2005 lub 2006, kiedy została umieszczona na jednej z platform blogowych. Nie mogę powiedzieć, że książka od razu mi się spodobała. Co jednak mnie urzekło, to szczerość i swoboda poruszania tematów wcześniej ignorowanych przez naszych twórców rodzimych, takich jak: alkohol, narkotyki czy rozterki erotyczne nastolatków. Pamiętam, że dzieło od razu spotkało się z krytyką. Autorowi zarzucano, że język, którym posługują się bohaterowie, jest sztuczny i wymyślony przez Połońskiego na potrzeby książki. Przyznam, że też miałem zastrzeżenia w tej kwestii. Później jednak zacząłem zgłębiać tematykę i zrozumiałem, że ani gwara wileńska, ani polski slang młodzieżowy na Litwie nie są czymś jednorodnym.

Język, którym posługuje się jakaś grupa społeczna, zależy od wielu czynników: pochodzenia, miejsca zamieszkania, wykształcenia czy nawet od słuchanej muzyki lub oglądanych filmów. Jak to często bywa z młodymi twórcami – któż nie pisał wierszy lub opowiadań w młodości – po ukończeniu studiów Połoński książkę odłożył „do szuflady”. Tym bardziej ucieszyło mnie, że mniej więcej przed rokiem autor postanowił powrócić do swego dzieła z zamiarem jego wydania. Ponadto w promocję książki zaangażował się Instytut Polski w Wilnie. I bardzo dobrze, bo nie tylko folklorem stoi Wileńszczyzna. Połoński postanowił przeredagować utwór, aby stał się pełnoprawną i samodzielną powieścią, a „nie zbiorem monologów”. Na decyzję autora miały wpływ rozmowy z językoznawcami. Nie wiem, czy publikacja dojdzie do skutku, bo wydanie książki nie jest wcale sprawą tanią. Nie będę mówił o walorach artystycznych, niech o tym wypowiadają się literaturoznawcy. Dla mnie, który sięgnął do książki ponownie po kilkunastu latach, jest to dokument czasu, który bezpowrotnie minął. To coś niesamowitego obserwować, jak w ciągu tych 15–20 lat zmieniło się nasze życie. Niegdyś nastolatkowie w transporcie publicznym czytali czasopisma, dzisiaj ich wzrok jest skierowany w ekrany komórek. Tych zmian jest o wiele więcej. W każdym razie trzymam kciuki!


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 19(54) 08-14/05/2021