Pomyśl dwa razy, zanim kupisz Barbie

Postanowiłam kupić córce lalkę. Nie różowego bobaska puci-puci z zamykającymi i otwierającymi się oczkami, a taką zwykłą dziewczynę. Poszłam więc do supermarketu. Nie kupuję dzieciom zabawek, więc nie miałam pojęcia, co zobaczę w dziale z lalkami.

A zobaczyłam coś strasznego (i nie chodzi mi wyłącznie o ceny – one na Litwie straszne są zawsze). Przeżyłam szok, bo wydawało mi się, że od czasów, kiedy ja byłam mała, zmądrzeliśmy jako społeczeństwo. Zmądrzeliśmy, czyli nie każemy chłopcom bawić się wyłącznie samochodzikami, a dziewczynkom lalkami. Nie ubieramy jednych w błękitne koszulki z napisem:  „Jestem dziki!”, „Jestem piratem”, a drugie w różowe: „Jestem słodka!”, „Jestem księżniczką”. Gdy podeszłam do sklepowych półek, zalał mnie róż. Wszechogarniająca różowość tego, co przeznaczone dla dziecka płci pięknej. W zdumienie wprawiły mnie lalki, które – jak myślałam – dawno już są passé: z szyjami szerokości oczu i taliami szerokości szyi. Z makijażem wieczorowym, w szpilkach, od których robią się haluksy na stopach, w miniówkach, sukniach balowych, z zestawem do makijażu, zestawem torebek i zestawem minipiesków z obrożami pasującymi do butów właścicielki. Ale to, co było najbardziej rażące, to właśnie proporcje.
Wydawało mi się, że wszyscy już rozumieją, że dawanie dziewczynkom lalek o nierealistycznej budowie ciała jest złe. Gdyby słynna lalka Barbie była kobietą, to: 1) złamałby się jej kark, bo tak długa i wąska szyja nie byłaby w stanie utrzymać głowy; 2) nie mogłaby podnieść nawet torebki, ponieważ jej nadgarstek jest o dwa razy za wąski; 3) w jej brzuchu zmieściłoby się połowa wątroby i tylko kilkadziesiąt centymetrów jelit, zamiast kilku metrów. Innymi słowy, w sklepie spoglądały na mnie niemożliwie chude lalki, które – jeśli dobrze rozumiem – w dalszym ciągu są wzorem piękna. Czego oczekiwałam? Chciałam kupić córce lalkę w fajnym rozciągniętym swetrze, trampkach, z plecakiem, włosami niedbale związanymi w kucyk. Taką, która ma wygodny strój do tego, by wyruszyć w podróż, spotykać fajnych ludzi, cieszyć się życiem. I taką, która spogląda w lustro głównie wtedy, gdy myje zęby, bo wygląd nie jest dla niech najważniejszy. I myślę, że na opakowaniach lalek, które widziałam, powinna być informacja dla rodziców w stylu: „Uwaga! Obecnie już 5-letnie dziewczynki stosują diety odchudzające, a co trzecia 10-latka nie akceptuje swojego ciała. Zastanów się, zanim kupisz jej tę lalkę”.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 22(63) 29/05/-04/06/2021