Rosja nieobliczalna

Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że Rosja to bardzo dziwny i nieobliczalny kraj. Co dziwniejsze, Rosjanie nie tylko nie zaprzeczają temu, ale nawet szczycą się swoją nieobliczalnością. Z dumą lubią powtarzać: „Umom Rosiju, nie poniat, arszynom obszczim nie izmerit” (Rozumiem Rosję, nie da się pojąć, ogólnym arszynem nie da się wymierzyć).

I to, niestety, prawda. Niestety, w pierwszej kolejności dla samych Rosjan, a już później dla ich najbliższych sąsiadów, a potem i całego świata. Bo konsekwencje tej nieobliczalności są często bardzo bolesne. Najnowszy przykład to szczepienia przeciwko covid-19. Gdy latem minionego roku Rosja ogłosiła, że zarejestrowała pierwszą na świecie szczepionkę przeciwko koronawirusowi, to wyglądało na triumf. Z progu ogłoszono, że ich szczepionka jest najlepsza, jaką tylko można sobie wyobrazić. Aby nikt w to nie wątpił, butnie nazwano ją Sputnikiem, nawiązując do innego rosyjsko-sowieckiego triumfu – pierwszego sztucznego satelity. Potem, gdy kraje zachodnie zaczęły wprowadzać swoje szczepionki, Rosjanie przypuścili na nie totalny atak propagandowy. Próbowali dowodzić, że zachodnie szczepionki są szkodliwe i nieskuteczne, w odróżnieniu oczywiście od Sputnika. Rosyjska propaganda codziennie donosiła o tym, że kolejne kraje, najczęściej trzeciego świata, kupują Sputnika.
Słowem, dowodzono sukcesu rosyjskiej nauki i państwa, które pod przywództwem Władimira Putina tę naukę wspiera. Również u nas, na Wileńszczyźnie, słychać więc było: „Nie chcemy Pfizera, czekamy na Sputnika”. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedno drobne „ale”. Problem polega na tym, że sami Rosjanie nie chcą się szczepić „najlepszą na świecie szczepionką”. Gdy pisałem ten artykuł, w Rosji zaszczepionych było zaledwie niecałe 10 proc. mieszkańców. Dla porównania na Litwie, która stosuje jedynie importowane szczepionki, zaszczepionych było już 33 proc. mieszkańców. Sytuacja jest na tyle poważna, że mer Moskwy Siergiej Sobianin nie wytrzymał i powiedział: „I co z tego, że my pierwsi zaczęliśmy szczepienia. W Moskwie odsetek zaszczepionych jest kilkakrotnie mniejszy aniżeli w jakimkolwiek europejskim mieście”. Przekonać Rosjan do Sputnika nie pomagają ani putinowska propaganda, ani pieniądze, jakie władze płacą zaszczepionym. Skutkiem tego w Rosji powoli podnosi się kolejna fala epidemii. Cóż, rzeczywiście, „umom Rosiju nie poniat”. Ale cieszy to, że Litwa już ponad 30 lat nie jest jej częścią.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 22(63) 29/05/-04/06/2021