Ludobójstwo to mocne słowo

Istnieje taka organizacja, dobrze znana Polakom na Litwie, która prawnie funkcjonuje dosyć ciekawie, gdyż jedyną ujawnioną jej jednostką jest oddział w Poniewieżu, zarejestrowany pod adresem w Kownie, którym kieruje zatrudniony na uczelni w Wilnie doktor nauk humanistycznych – który z kolei odbywał studia aspiranckie w Moskwie.

Z całej działalności organizacji mnie się ona najbardziej kojarzy z obsesjami na punkcie Polaków, wyrażanymi w licznych skargach, pozwach i publikacjach. Jedna z tych publikacji zapisała mi się w pamięci, gdyż wymieniała ona wszystkie „ludobójstwa” – po litewsku genocidas – jakich dokonują Polacy na Litwinach.

Naliczyli jej autorzy „genocidasów” kilkadziesiąt. Przykładowo zupełnie odrębnym „ludobójstwem” było wywieszenie na domach dwujęzycznych tabliczek z nazwami ulic, kolejnym – chęć (!) pisania polskich nazwisk w niezniekształconej na sowiecką modłę formie, a jeszcze kolejnym – istnienie polskich szkół na Wileńszczyźnie. Mocne, prawda?

Słowo „ludobójstwo” przeżywa swój renesans w kontekście kontestowania przez obywateli kampanii szczepień na koronawirusa. Padają takie słowa jak „morderstwo”, porównania do Auschwitz, cyklonu B i inne. Jestem zwolennikiem wolności i różnorodności opinii oraz ich wyrażania. Jeśli ktoś ma racjonalne argumenty przeciw polityce szczepień, racjonalne komentarze na temat pracy rządu czy pomysły na poprawę życia społeczeństwa – powinien mieć wszelką swobodę ich wyrażania i wdrażania w życie, bo przecież właśnie jako ogół społeczeństwa na tym skorzystamy.

Ludobójstwo, jakiego dokonali Niemcy na Żydach i Polakach m.in. w Auschwitz, było rzeczą straszliwą, która pozostawiła na tkance naszego narodu blizny do dziś boleśnie odczuwane. Porównywanie do tego niedogodności, jakie przeżywamy w związku z ograniczeniami, zarówno umniejsza realne cierpienie ofiar, jak i ukazuje nasze pokolenie jako szczególnych mięczaków, którzy tylko jęczą. Pod okupacją niemiecką warszawiacy przez pięć lat nie mieli wesel, potańcówek, dużych zakupów i wakacji zagranicznych, a byli przy tym mordowani pod byle pretekstem i bez. Zastrzyk fenolu w Auschwitz zabijał ze stuprocentowym prawdopodobieństwem – nie porównujmy tego do szczepionek. Dyskutujmy mądrze i na argumenty, nie przesadzajmy z takimi literackimi porównaniami. Zachowajmy rozum.