O referendum słów kilka

Pod koniec czerwca pod obrady Sejmu RL trafił projekt ustawy o referendum. Obecnie nowa redakcja ustawy powędruje do sejmowych komisji i ostateczne głosowanie jest planowane na jesienną sesję parlamentu.

Nowa redakcja musiała zostać przygotowana, ponieważ w roku minionym Sąd Konstytucyjny poinformował, że przyjęta w poprzedniej kadencji ustawa jest sprzeczna z konstytucją. Ostatnio o prawie obywateli do referendum mówiono często. Wielkim orędownikiem tej formy demokracji bezpośredniej został Gitanas Nausėda. Prezydent oraz grono jego doradców powoływali się na art. 9 konstytucji. „Najważniejsze kwestie Państwa oraz narodu są rozwiązywane w referendum.

W wypadkach przewidzianych w ustawie referendum ogłasza Sejm. Referendum jest też ogłaszane, jeżeli tego potrzebuje ponad 300 tys. obywateli mających prawo głosu” – czytamy w ustawie zasadniczej. Bardziej zachowawcza względem tej formy głosowania powszechnego była obecna koalicja rządząca. Przewodniczący konserwatystów Gabrielius Landsbergis twierdził, że generalnie referendum odbywa się podczas każdych wyborów, kiedy obywatele powierzają swój los określonej grupie osób. Z pewnością tego sporu nie da się do końca rozwiązać i przyznać racji jednej ze stron. Mocne argumenty są po obu stronach.

Wiem, że w społeczności polskiej na Litwie publiczne popieranie konserwatystów, a tym bardziej Landsbergisa, jest źle widziane. Może być nawet przyrównane do zdrady narodowej. Jednak w przypadku interesów polskiej mniejszości to punkt widzenia na tę instytucję Landsbergisa juniora jest korzystniejszy. Niestety, na Litwie umacniają się siły populistyczne i nacjonalistyczne. I kto może dać gwarancję, że pod referendum nie trafią takie kwestie, jak oryginalna pisownia nazwisk czy los oświaty mniejszości narodowych? Jaki byłby wynik takiego głosowania, nietrudno przewidzieć. Nawet obecny projekt ustawy o nazwiskach, który przede wszystkim jest skierowany do Litwinek mających za mężów obcokrajowców, wywołuje liczne kontrowersje wśród posłów. I nie wiadomo, czy zostanie przyjęty. Paradoksalnie przez wszelkiego rodzaju gierki, kompromisy i zakulisowe rozmowy z politykami innych opcji można coś zyskać, na coś wpłynąć. Również w sprawach mniejszości narodowych. Natomiast w referendum – niekoniecznie.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 29(82) 17-23/07/2021