Kryzys szczepionkowy

Tego lata litewski przekaz medialny zdominowały dwa tematy – szczepienia oraz kryzys migracyjny. Z oboma Litwa średnio sobie radzi.

O ile w przypadku zapanowania nad napływem nielegalnych migrantów odpowiedzialność leży po stronie rządzących, społeczeństwo generalnie jest sprowadzone do roli obserwatora, to w przypadku szczepień – wina niestety leży po stronie społeczeństwa. Generalnie wszyscy eksperci są zdania, że liczba osób zaszczepionych pozostanie gdzieś w granicach 50 proc. Czyli zbyt mało, aby wypracowana została odporność zbiorowa.

To oznacza, że na jesień znów będziemy mieli ograniczenia w życiu społecznym. „Jeśli będziemy się zbliżali do takich liczb jak 300 lub 1 000 chorych (dziennie – przyp. red.), to naturalnie wprowadzimy odpowiednie ograniczenia” – oświadczył LRT minister zdrowia, Arūnas Dulkys. To jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe. Wszystkie grupy społeczne, od rodziców po biznesmenów, narzekały na twardy lockdown, który został wprowadzony tuż przed Nowym Rokiem. Teraz natomiast, mogąc zapanować nad koronawirusem, mając do dyspozycji narzędzie w postaci szczepionki – słyszy się z ust wszelkiej maści pseudodziałaczy – o ograniczaniu wolności i segregowaniu społeczeństwa.